Cały dzień niemal minął i dopiero teraz dopisuję poranny bieg...
A poszło nawet sympatycznie - choć mimo lekkiego wiatru i 11°C niestety smog był w okolicach 100% tego co dopuszczalne i musiałem założyć maskę. Oby to były ostatnie podrygi smogu, bo w połączeniu z katarem maska robi się dość uciążliwa ( ͡° ʖ̯ ͡°)
Chciałem pobiec min. 12km, ale mimo że budzik zadzwonił grzecznie przed










Pobudka była... dziwna. Zegarek wibruje. Leżę na brzuchu, lewa ręka na poduszce, prawa pod. OK, trzeba wyłączyć alarm... Hę? Prawa ręka totalnie zdrętwiała, lewa też bo miałem na niej ułożony swój ciężki łeb. I tak telepałem się jak ryba na patelni, próbując przez dobre 20 sekund ruszyć którąkolwiek ręką aż jakoś wyłączyłem dziada i powlokłem się do łazienki.
Udało się wyruszyć o 4:50 - cieplutko, a mimo
źródło: comment_11IXP722qGK1rGZ5C6L46FR1v3z1m9a0.jpg
Pobierzźródło: comment_D939qXxhgMeH9pX5b1zndpkVMH8OgRvQ.jpg
Pobierzźródło: comment_sEFKn5vmSoTehSIOwdQVV3AHQyw8QxfJ.jpg
Pobierz