Wsadzili kolesia (na imię miał Włodzimierz) do pierdla. Konkretnie: do więzienia w Rawiczu. Szczegół istotny: ośmioosobowa cela. Siedzi se koleś i dłubie w nosie.
- Hej, hej, hej... – podchodzi do niego "szef" celi. – Nie dłub w nosie, ch*ju! To niekulturalnie.
Włodzimierz nic sobie z tego nie robi – dłubie dalej.
- ku*asie złamany, nie dłub w nosie! – nie daje za wygraną szefu.
- Bo co?
- Jajco! A nie wiesz, żłobie, że jest taka
- Hej, hej, hej... – podchodzi do niego "szef" celi. – Nie dłub w nosie, ch*ju! To niekulturalnie.
Włodzimierz nic sobie z tego nie robi – dłubie dalej.
- ku*asie złamany, nie dłub w nosie! – nie daje za wygraną szefu.
- Bo co?
- Jajco! A nie wiesz, żłobie, że jest taka














I gdy tak pracowała klnąc pod nosem na czym świat stoi, wtem...
PUF!
Pojawiła się jej matka chrzestna, która oczywiście była wróżką.