Byłem kiedyś ze znajomymi (czterema albo pięcioma kolegami i dziewczyną) na opuszczonym basenie w nocy. Basen stał na środku większej działki ogrodzonej płotem, to znaczy taka siatka bardziej niż płot, ale mniejsza z tym.

Gdy już dotarliśmy tam, to najpierw pozwiedzaliśmy trochę jak to wewnątrz wygląda i znaleźliśmy miejscówkę w samym środku budynku. Kilka metrów od nas był pusty już basen, jak się spojrzało w dół to ze trzy-cztery metry, wokoło powybijane szyby w oknach, ogólnie nawet fajny klimat, więc znajomy wyjął ziółko i lufka poszła w obieg, później druga. W międzyczasie popijaliśmy piwko i gadaliśmy o głupotach.

Siedzieliśmy tak około pół godzinki, może krócej, może dłużej - nie pamiętam już, gdy w pewnym momencie zauważyliśmy przez rozbite okna, że z oddali ktoś idzie w naszą stronę i trzyma coś w ręce.

Przenieśliśmy
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Jesienią 1987 roku lokalna stacja telewizyjna WSB-TV 2 w Atlancie postanowiła wypełnić lukę w swojej porannej sobotniej ramówce.
Po kilku namowach właścicieli lokalnych firm, stacja pozwoliła młodemu księdzu Marly'emu Sachsowi na uzupełnienie wolnego bloku godzinnego, by stworzyć program o tematyce religijnej. Program ten miał premierę 18 października i towarzyszyła mu mała akcja promocyjna.

Była to zwyczajna audycja, w której przedstawiano fragmenty Biblii interpretowane przez księdza mówiącego do kamery, który starał się tłumaczyć je na zrozumiały dla współczesnych widzów język. Spora oglądalność pozwoliła mu na dalszą emisję jeszcze na początku grudnia. Wtedy właśnie stacja zaczęła otrzymywać bardzo dziwne skargi od widzów "Słów Światła z księdzem Marlym Sachsem".

Skargi te były otrzymywane tylko i wyłącznie od kobiet, które miały niejasno określone i niekomfortowe odczucia jakie towarzyszyły im podczas oglądania programu. Dolegały im nudności, bóle pleców, zawroty głowy i zaburzenia wzroku. Wszystkie osoby, bez żadnego sensownego powodu były przekonane, że to właśnie oglądanie tego programu jest przyczyną objawów. Po upływie trzech tygodni stwierdzono, że dziwne "odczucia" mają miejsce co około 12 minut podczas trwania programu.
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

W czasie wojny pewien żołnierz sumiennie pisał do swej matki raz w tygodniu, aby wiedziała, że wszystko jest w porządku.

Jednak pewnego tygodnia nie dostała listu i od razu zaczęła się martwić. Jakiś czas później otrzymała list od armii mówiący, że jej syn został pojmany do obozu dla więźniów wojennych, zapewnili ją jednak, że nie ma podstaw by myśleć, że Amerykańscy żołnierze są tam źle traktowani.
Kilka tygodni później kobieta w końcu
  • 13
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Kiedy byłem mały, cała nasza rodzina, bliższa i dalsza, zawsze zazdrościła moim rodzicom, że mieszkają nad morzem.
Dla wielu ludzi perspektywa życia w niewielkim, nadmorskim mieście wydaje się świetna. Rzeczywistość była oczywiście całkiem inna. Nie były to wieczne wakacje.
Zwłaszcza dla mnie. W okresie jesienno-zimowym okolica była wyludniona, woda za zimna, a do szkoły chodziło i tak niewiele dzieci, więc zwyczajnie umierałem z nudów.
Jednak z początkiem wiosny otwierano największą atrakcję mojego dzieciństwa, atrakcję, na którą czekałem cały rok. Wesołe miasteczko.
Nie jestem w stanie powiedzieć ile godzin dobrej zabawy tam spędziłem, ale z pewnością było ich niemało.

Poza
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Do domu była jeszcze długa droga. Wydawała się ciągnąć bez końca...

Światło przebijające się przez gałęzie wysokich, zielonych drzew wpadało przez okno raz na jakiś czas, tworząc przypadkowe wzory i rażąc oczy, które tak ubóstwiały ciemność.

Otoczenie było złożone z mocnych, majestatycznych roślin, tworzących las wokół drogi. Podczas wjeżdżania na ścieżkę jedynym słyszalnym dźwiękiem był uspokajający warkot silnika samochodu.

Choć
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Mirki i Węgierki, co tu się o------o.

Jestem w mieście, w którym obecnie od ponad 4 lat mieszkam, a za którym nie przepadam. Znajomi wyciągnęli mnie do klubu, co też jest dziwne, bo wychodzę w takie miejsca niesamowicie rzadko. No więc jestem już w tamtym miejscu, typowy klub w stolicy, współczesna muzyka, współcześni lansujący się ludzie. Ja wściekły, że zmarnowałem wieczór, co dziwne dla mnie postanawiam się upić, podchodzę do baru i zamawiam łychę z colą, na co do mnie barman niby żartem: "Paanie, dżoni łokier to tylko w pewexie". Nagle zapominam o tym zdarzeniu, bo DJ zaczyna grać Papa Dance "Gdzie jest Ola". Ja mocno zaskoczony, że w takim miejscu taka muza, nagle czuję się lekko i tak do mnie dociera: "o, jak fajnie, jakby były lata 80." I myślę sobie w tym śnie, że napiszę o tym tu, na mirko, w sensie, że poszedłem do badziewiarskiego klubu, a tu niespodzianka - ejtisy pełną gębą. Potem nagle znów zaczyna grać współczesna muzyka, ja zamawiam w apce na srajfonie ubera i jadę do domu.
Potem tak jakbym się budził i dzwoni tel. służbowy i ktoś spoza Polski, z kim na co dzień mam w pracy kontakt, drze się, żebym mu szybko wysłał jakiś plik. Ja się drę, człowieku, jest sobota 6 rano, oszalałeś. I nagle słyszę jakby z kuchni głos mojej nieżyjącej prababci (zmarła w 1988 r.): "nie drzyj się tak po angielsku, bo i tak wizy na Zachód nie dostaniesz, po co ci było wracać, teraz dziadek Cię będzie musiał jakoś stąd wywieźć. To kosztuje." Przesłyszenia, myślę.
Rzucam gdzieś telefon, ale postanawiam, że jednak wstanę szybko, wyślę ten plik, który mam na służbowym laptopie i dalej pójdę spać. I to ważne: tutaj gdzie mieszkam pokój wychodzi na kuchnię, właśnie myślę sobie, muszę wyjść do kuchni, bo tam zostawiłem służbowy komputer. W pokoju ciemno, ale jakby powoli dniało, i jakoś dziwnie nad łóżkiem słomianka taka jak w mieszkaniu dziadków. Szukam tel., który gdzieś powinien być przy łóżku, ale go nie ma. Krzyczę zły: "że też nie mogłem zapisać tego pliku gdzieś w chmurze", na co znów słyszę głos Prababci: "W chmurze to ty prawie całe życie głowę masz..." xD Nagle słyszę jakby z kuchni obok leci stary sygnał wywoławczy Radia Pekin na falach krótkich. Tak sobie myślę - dziwne, pewnie na YouTube się włączyło samo, przecież tego sygnału nie ma już ponad 20 lat. Ale za chwilę jest jeszcze dziwniej. Słyszę: "Tu Rozgłośnia Polska Radia Wolna Europa. Głos Wolnej Polski.
Jest 12 marca 1988, podajemy najważniejsze informacje..." Wstaję przerażony - a tu pokój moich dziadków - dokładnie taki jak w latach 80. za dzieciaka: stara NRD-owska lodówka, na stole butelka wody grodziskiej, przy kuchence butelka mleka ze złotkiem.
BobMarlej - Mirki i Węgierki, co tu się o------o.

Jestem w mieście, w którym obecn...
  • 1
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Jesienią 1987 roku lokalna stacja telewizyjna WSB-TV 2 w Atlancie postanowiła wypełnić lukę w swojej porannej sobotniej ramówce.
Po kilku namowach właścicieli lokalnych firm, stacja pozwoliła młodemu księdzu Marly'emu Sachsowi na uzupełnienie wolnego bloku godzinnego, by stworzyć program o tematyce religijnej.
Program ten miał premierę 18 października i towarzyszyła mu mała akcja promocyjna.

Była to zwyczajna audycja, w której przedstawiano fragmenty Biblii interpretowane przez księdza mówiącego do kamery, który starał się tłumaczyć je na zrozumiały dla współczesnych widzów język.
Spora oglądalność pozwoliła mu na dalszą emisję jeszcze na początku grudnia.
  • 2
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Mieszkam w Osace, w Japonii i często jeżdżę rano metrem do pracy. Pewnego dnia, kiedy czekałem na pociąg, zauważyłem bezdomnego w kącie stacji. Mamrotał do siebie, kiedy ktoś koło niego przechodził. Trzymał kubek, żebrał.

Gruba kobieta minęła bezdomnego, ledwo usłyszałem, że powiedział „świnia”.

Wow, pomyślałem. Bezdomny obraża ludzi i ciągle liczy, że ktoś da mu pieniądze?

Później
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Opowieść o kijance

Opowieść zaczyna się jak wszelkie negatywne historie, od myśli samobójczych. Wiosna, która dała początek kijance dyndającej z mojego penisa, rozpoczęła się się dla mnie niezbyt pozytywnie, zostałem odesłany do domu trzy razy, za to co mój psycholog szkolny określił mianem ,,umyślnego zaniedbywania higieny do stopnia stania się odpychającym”. Schowałem notatkę od mojego doradcy do kieszeni krótkich jeansów z iście formalną delikatnością, kogoś kto wie, że z jego sytuacji jest tylko jedno możliwe wyjście.

Ciągłe wyśmiewanie ze strony moich szkolnych znajomych i lekceważące podejście rodziców pchnęły mnie do decyzji, żeby to wszystko skończyć. W lasku za moim domem znajdował się mały staw rybny, w którym nigdy nie łowiłem. W sekrecie przed ojcem zabrałem jego dubeltówkę, owinąłem ją w swój skórzany trencz i stanąłem na skrzypiącej krawędzi zalanego słońcem mostka. Spoglądając na staw, zauważyłem unoszącą się nie dalej niż 3 metry ode mnie na powierzchni wody tuszę szopa pracza. Jej rozciągnięte kończyny i ogon powoli pokrywały się szarością. Odwróciłem się na palcach od sadzawki, w nadziei, że odrzut popchnie moje ciało do wody, gdzie będzie pływać twarzą zwróconą w stronę nieba. Ja i szop, nasze zwłoki przecinające na wskroś staw i czasem dotykające się, jedynie żeby odbić się od siebie i odpłynąć w swoją stronę. Nieprzyzwoity wygaszacz, który będzie trzymał z daleka sadzawkę od wypalania swojej brzydoty na monitorze Boga.

Usiadłem
K.....w - Opowieść o kijance


Opowieść zaczyna się jak wszelkie negatywne histori...

źródło: comment_EerjVsbnzby6N68xqzpjRd0sMiKZcSbw.jpg

Pobierz
  • 3
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Mireczki i mirabelki - pytanko. Od dłuższego czasu chodzi mi po głowie założenie kanału na youtube gdzie będę dzielił się swoją pasją - a mianowicie miejskimi legendami i strasznomakaronem; tworzę mapę takich legend i staram się dochodzić skąd się pojawiły i jaki wpływ miały na daną społeczność. Od razu zaznaczam, że w dupie mam fejm czy zarabianie na YT - sprawdzam po prostu czy kogoś by to interesowało. Dziękuję za odpowiedzi (
  • 8
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Latem 2003 roku, wydarzenia w północno – wschodniej części Stanów Zjednoczonych z udziałem dziwnej, podobnej do człowieka kreatury, wywołały krótkotrwałe zainteresowanie lokalnych mediów.
Kiedy w tajemniczych okolicznościach zostały usunięte różnego rodzaju konta internetowe związane z tymi zdarzeniami, większość informacji została bezpowrotnie utracona, a sprawa zapomniana..
Samozwańczy świadkowie, głównie z wiejskich obszarów stanu Nowy Jork, opowiadali historie o tajemniczych spotkaniach z istotą niewiadomego pochodzenia.
Ich odczucia wahały się od skrajnie traumatycznych wrażeń strachu i dyskomfortu, po prawie dziecinnie figlarne oraz osobliwe.

We wczesnych miesiącach 2006 roku, dzięki współpracy, udało się zgromadzić prawie dwa tuziny dokumentów datowanych od XII wieku po teraźniejszość, obejmujące cztery kontynenty.
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

36,400,000. To jest liczba inteligentnych cywilizacji, których możemy się spodziewać w naszej galaktyce- według słynnego równania Drake’a. Od ostatnich 78 lat wysyłamy w kosmos wszystko, co jest związane z naszą cywilizacją- nasze radio, naszą telewizję, naszą historię, nasze największe odkrycia. Wykrzykujemy swoją obecność co sił w płucach, zastanawiając się, czy jesteśmy sami we wszechświecie. 36 milionów potencjalnych cywilizacji, prawie wiek nasłuchiwań i nic. Jesteśmy jedyni.

Tak mi się wydawało jeszcze około 5 minut temu.

Transmisja pojawiła się na każdej na każdej częstotliwości, którą nasłuchiwałem. Od razy wiedziałem, że taki sygnał nie pojawia się naturalnie- musiał zostać wytworzony sztucznie. Pojawiał się i znikał ze stałą amplitudą; szybko zrozumiałem, że to musi być swego rodzaju kod dwójkowy. Zmierzyłem 1679 impulsów na minutę podczas transmisji. Zaraz po tym nastała cisza.

Początkowo
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Jakbym spotkał takiego s--------a, to bym sie zesrał

Około godziny 22:30 Newell Partridge z Salem (145 km od Point Pleasant) oglądał telewizję, gdy telewizor zgasł, po czym zaczął wyświetlać wzór przypominający rybie ości i wydawać buczący dźwięk (jak stwierdził Partridge – przypominający odgłosy wydawane przez generator). Pies Partridge'a, trzyletni owczarek niemiecki Bandit, ujadał pod domem, więc mężczyzna wziął latarkę i wyszedł sprawdzić, co niepokoi zwierzę. Skierował światło latarki w stronę stodoły, gdzie najwyraźniej kierował się pies, i dostrzegł parę czerwonych oczu, przypominających reflektory rowerowe. Mężczyzna mówił później:

Quote-alpha.pngGdy byłem dzieckiem, polowałem całe noce i wiem na pewno, jak wyglądają w ciemności oczy zwierząt takich jak szop, pies czy kot w ciemności. Te były zbyt duże. Odległość do stodoły to długość boiska futbolowego. Prawdopodobnie około 150 jardów; a mimo to te oczy wydawały się ogromne, jak na tę odległość.
Próbował podejść z psem do stodoły, ale sparaliżował go „hipnotyczny, paranormalny strach”. Bandit, pies doświadczony udziałem w wielu polowaniach, pobiegł w kierunku zagadkowego zjawiska i już nie wrócił. Partridge miał tylko usłyszeć pisk zwierzęcia. Resztę nocy mężczyzna spędził w łóżku ze strzelbą w dłoni, a rano znalazł tylko ślady łap psa w okolicy stodoły. Odczytując je, Partridge doszedł do wniosku, że Bandit po dobiegnięciu do budynku zaczął kręcić się w kółko, jakby gonił własny ogon. Zgodnie z relacją mężczyzny było to o tyle dziwne, że pies nigdy wcześniej tego nie robił. Ślady pozostawione przez niego w błotnistym podłożu wskazywały, że przebiegł on z domu w kierunku stodoły, wykonał kilka „kółek” i znikł w zagadkowy sposób. Zwierzę już się nie odnalazło
AGS__K - Jakbym spotkał takiego s--------a, to bym sie zesrał

Około godziny 22:30 ...

źródło: comment_hxbsDt3GAGcg5gAcBYjPaM8bg10h7P8U.jpg

Pobierz
  • 1
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Dzień. Jest ciemno, ale niebo jest całe białe. Brunatna gleba kruszy się i pęka pod wyłaniającymi się z kapsuły butami ubranego w skafander kosmiczny Kurpida, najznamienitszego archeologa który wsławił się odkryciem dowodów na to, że kilka tysięcy lat temu istniała na Ziemi, obecnie opuszczonej i martwej planecie, instytucja nazywająca się "Rzeczpospolitą Polską".
Do dzisiaj zagadką jest, jaką dokładnie funkcję i rolę pełniła owa instytucja, jednak Kurpid jest zdania że była to zwykła melina ukryta w jakiejś piwnicy, jeszcze w czasach jak ochrona przed promieniami słonecznymi miała sens, bo powietrze było czyste. Kurpid jednak nie potrafił ułożyć sobie w głowie jak to możliwe, że taka mała melinka doprowadziła całą planetę do obecnego stanu.
-Kurpid do Nowej Kotwicy. Odbiór.
-Tu Nowa Kotwica, słyszę cię, Kurpidzie - odpowiedział męski głos.
-Wylądowałem. Brak komplikacji do zgłoszenia - Kurpid wzdycha - Jestem jakieś siedem kilometrów na północny zachód od celu.
-Kurpid, według naszych informacji znajdujesz się na terenie dawnego zakładu opieki neurologicznej w
  • 6
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Kilka lat temu matka i ojciec zdecydowali że potrzebują chwili odpoczynku, chcieli wyjechać na noc do miasta. Zadzwonili po swoją najbardziej zaufaną opiekunkę. Kiedy przyjechała, dwójka dzieci, którymi miała się opiekować już spała. Opiekunka usiadła obok nich żeby się upewnić, że wszystko w porządku. Później tego samego wieczora zaczęła się nudzić i chciała pooglądać telewizję. Ale nie mogła jej oglądać w salonie na dole, bo nie było tam kablówki (rodzice nie chcieli,
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

36,400,000. To jest liczba inteligentnych cywilizacji, których możemy się spodziewać w naszej galaktyce- według słynnego równania Drake’a. Od ostatnich 78 lat wysyłamy w kosmos wszystko, co jest związane z naszą cywilizacją- nasze radio, naszą telewizję, naszą historię, nasze największe odkrycia. Wykrzykujemy swoją obecność co sił w płucach, zastanawiając się, czy jesteśmy sami we wszechświecie. 36 milionów potencjalnych cywilizacji, prawie wiek nasłuchiwań i nic. Jesteśmy jedyni.

Tak mi się wydawało jeszcze około 5 minut temu.

Transmisja pojawiła się na każdej na każdej częstotliwości, którą nasłuchiwałem. Od razy wiedziałem, że taki sygnał nie pojawia się naturalnie- musiał zostać wytworzony sztucznie. Pojawiał się i znikał ze stałą amplitudą; szybko zrozumiałem, że to musi być swego rodzaju kod dwójkowy. Zmierzyłem 1679 impulsów na minutę podczas transmisji. Zaraz po tym nastała cisza.

Początkowo
  • 2
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach