Kiedy wczoraj pod wpływem zbyt dużej - jak na moje umiejętności - ilości wódki, odchodziłem do krainy tymczasowych łowów, moim oczom ukazał się Mieczysław "Mechanik" Jurecki z Budki Suflera. Unosił się w powietrzu dzięki charakterystycznej kitce, która na czas moich pijackich marów zamieniła się w małe, gustowne śmigiełko. Podleciał do regału, pochwalił kilka książek, obejrzał kolekcję gier - chciał nawet jedną pożyczyć, potem pobawił się trochę z kotem. Jak już się tym