Śmiejecie się z Kulczyka i tych ulotek, ale opowiem Wam historię typu #coolstory
Tata kumpla z podstawówki ( #90s ) był od zawsze prywaciarzem i małymi krokami, ciężko pracując dorabiał się coraz większego kapitału. Zaczynał sprzedając warzywa i owoce na miejscowym bazarze, jeździł Żukiem jako taksówka bagażowa, robił ogromne ilości ciastek i wafelków na działce (pamiętam, że ciasto czy tam kremy robiły się w przerobionych pralkach typu "frania"), piekł pączki, sprzedawał i zmieniał kolejne biznesy m.in. sprowadzał auta, aż w końcu kupował działki pod miastem (dziś eleganckie osiedla) gdzie stawiał domy na sprzedaż czy całe ulice szeregówek. W drugiej klasie podstawówki inni jeszcze śmiali się z kumpla, że dostał na komunię najgorsze prezenty (kuwra jakie straszne dzieciaki potrafią być), ale w już ósmej to mieli forsy jak lodu, dawno wyprowadzili się z bloku z szarej płyty i mieszkali już w wielkim domu we własnym lesie. Ale jak zbliżały się wakacje i planowaliśmy ostatni raz pojechać razem na biwak, ja i inni kumple po prostu prosiliśmy rodziców o kasę, a Tomek sam musiał zarobić. Sprzątał i pomagał w sklepie żelaznym którego współwłaścicielem był ojciec, jeździł z kierowcami brygady budowlanej i pomagał im rozwozić materiały i zajmował się innymi sprawami które wymyślał mu ojciec w weekendy, ale też dopiero wtedy jak miał poodrabiane lekcje i widział, ze przygotowuje się porządnie do egzaminów do liceum.

Fakt, że jak już zapracował i dostał kasę na wyjazd, to w przeciwieństwie do nas nie musiał jeść na kolację mielonki w namiocie tylko stać już go było, żeby codziennie szamać różne gęsi czy kaczki w gospodzie czy położonym nieopodal niezłym hotelu-pensjonacie (gdzie zresztą zafundował nam wiele atrakcji ( ͡° ͜ʖ ͡°) )

Dzisiaj sam jest przedsiębiorcą. Nie utrzymuję z nim kontaktu, ale działa w zupełnie innej branży niż jego stary, więc chyba jest na swoim i dorobił się samodzielnie. Pewnie na początku ojciec pomagał mu z kapitałem, ale chyba każdy rodzic zrobiłby tak samo. W każdym razie szacunku do pracy i kasy
@futbolski: Też mam znajomego, którego ojciec dorobił się w podobny sposób- na czym tylko się dało. Gdy dorósł próbował coś swojego, ale ostatecznie przejął dobrze prosperujący biznes ojca. Minęło 5 lat i chyba wszystko #!$%@?ł.
  • Odpowiedz
@futbolski: Przecież każdy, nawet największy majątek można #!$%@?ć, gdy jest się pierdołą życiową i leserem. Przykładów osób, które wygrały w loteriach i straciły wszystko jest cała masa.
  • Odpowiedz
#muzyka #genesis #90s #klasykmuzyczny #lifelikejukebox
11 listopada 1991 r. grupa Genesis wydała nagrany w studiu The Farm w angielskiej miejscowości Chiddingfold czternasty album studyjny - "We Can't Dance".
Płyta ta była pierwszym albumem zespołu po pięcioletniej przerwie. Znalazły się na niej chwytliwe popowe piosenki wybrane na single, bliższe stylizacjom soulowym Phila Collinsa solo (ambitne tekstowo, jak przejaw nonkomformizmu w „I Can't Dance” i wyszydzający telewizyjnych kaznodziejów w USA „Jesus He Knows Me”). O charakterze płyty stanowią jednak również rozbudowane kompozycje, często misternie skonstruowane wokół bombastycznych bębnów, szerokiej gamy klawiszowych brzmień Tony'ego Banksa i jak zwykle oszczędnej gitary Mike'a Rutherforda. I w tym gronie mamy ewidentne hity, jak ponury obraz braku porozumienia na linii syn - rodzice w mocnym i dziś "No Son Of Mine", czy zaangażowany "Tell Me Why" zajmujący się problemem głodu i bezdomności (podobnie jak collinsowy "Another Day In Paradise"). W opozycji do rzeczy łatwiejszych, jakie dominowały na trzech poprzednich płytach Genesis we wcześniejszej dekadzie, gdy unowocześnili i uprościli brzmienie, są również długie, skomplikowane i wielowątkowe kompozycje znamionujące powrót na łono progrocka: "Fading Lights", "Driving The Last Spike" i chyba najambitniejsze i najbardziej wciągające uchwyconą w nim atmosferą "Dreaming While You Sleep". To momenty bez wyjątku wyborne i nacechowane stylowym genesisowym bogactwem melodii. Długą i skrzącą się od pomysłów całość zdobią jeszcze rzeczy mniej rozbudowane, a jednak nie wprost przebojowe, osadzone na gruncie poprocka, ambitne ale pełne melodycznego uroku. To ballady często bliskie piosenkom z własnych płyt wokalisty: "Never A Time", intymne "Hold On My Heart" czy potraktowane nieco bardziej retro "Since I Lost You".
(źródło: https://www.netfan.pl/recenzja/842/we_cant_dance.html )
Genesis - "No Son of Mine"

Genesis
Lifelike - #muzyka #genesis #90s #klasykmuzyczny #lifelikejukebox
11 listopada 1991 ...
  • Odpowiedz