Miałem kolegę w podstawówce, którego wychowywał owdowiały dziadek, bo ojciec kiblował a matka była w wariatkowie. Dawid nigdy nie śmierdział groszem, więc często w szkole dawałem mu swoje kanapki albo kupowałem mu coś w szkolnym sklepiku. Po szkole bawiliśmy się w lesie w Dragon Ball'a, eksplorowaliśmy bagna czy łapaliśmy żaby i wrzucaliśmy do źródełka urządzając zawody która szybciej popłynie.
Będąc jedynakiem traktowałem go niemal jak swojego brata, czasami pytałem mamy czy Dawid
Będąc jedynakiem traktowałem go niemal jak swojego brata, czasami pytałem mamy czy Dawid




































Chociaż z drugiej strony ktoś tu niedawno pisał, że jego ojciec na wakacjach w Chorwacji kupił bojler na promocji w Castoramie