@mitatuyo: no tak, to jest ta sama cerkiew, na miejscu której chcieli postawić Pałac Rad. Zamiast Pałacu po wojnie był basen, a w latach 90-tych odbudowano cerkiew.
Kaliningrad nigdy nie został odbudowany po II WŚ. Lepiej napisać, że stworzono go od nowa. Pruska historia miała odejść w zapomnienie, a miasto znane z pocztówek zastąpiono zlepkiem blokowisk z lekką nutą rosyjskiej klasyki. Dzisiaj w szczelinach między blokami powoli odżywa dawny Königsberg.
Obwód kaliningradzki obfituje w miejsca owiane tajemnicą. Jednym z nich jest Bałtyjsk, czyli dawna pruska Piława. Zmilitaryzowane miasto strzeże dostępu do północy Mierzei Wiślanej. Oficjalnie nadal jest zamknięte dla cudzoziemców, ale praktyka wygląda nieco inaczej. Oto krótka relacja z 2019 roku.
@werfogd: tajemnice leżą dość daleko od części miasta otwartej dla przybywających z zewnątrz. Tzn. geograficznie są tuż za płotem, ale układ miasta i zdrowy rozsądek pomagają tam nie zaglądać ;)
Czołem Mirki, wpadam z garścią polsko-czesko-śląskich przemyśleń. Porządkując notatki do serii artykułów o Śląsku znowu przypomniałem sobie, jak świetnym i niedocenianym miastem jest #ostrawa
Niedocenianym, bo zazwyczaj kojarzy się z jedną ulicą, na której można szybko i tanio wysłać się w przestrzeń kosmiczną. Od razu powiem, że ja tego miejsca nie lubię - zupełnie szczerze wolę Mariacką od Stodolni, chociaż najlepsze katowickie knajpy znajdują się poza nią.
Ostatnimi czasy Ostrawa kojarzy się z jedną imprezową ulicą i wypadami na prawie legalne blanty, ale to tylko ułamek lokalnych ciekawostek. Podrzucam garść inspiracji, wśród których znajdziecie m.in. wiecznie płonącą hałdę, wieżę podpisaną przez Usaina Bolta i czeską odpowiedź na Nową Hutę.
Relacja z podroży po wschodniej Słowacji. To wciąż mały znany zakątek Europy, który skrywa w sobie sporo wciągających ciekawostek. Na górskich przełęczach kryją się radzieckie czołgi, a jadąc z parku Johna Lennona do muzeum Andy'ego Warhola przecina się tam zapomniane przez system romskie osiedla.
Relacja i przemyślenia z Koszyc, jednego z największych miast Słowacji, które niedawno podążyło drogą wielu przemysłowych ośrodków zmieniających image na kulturalno-hipsterski. W tle będzie sporo historii sięgających średniowiecza i rozważań o wewnętrznych granicach w słowiańskiej części Europy.
@Wrytra: Nie wiem czy stolica, ale na pewno miasto borykające się z największa grupą Romów żyjących poza nawiasem społeczeństwa. Poruszę ten problem szerzej w tekście o wschodniej Słowacji, bo tam istnieje mnóstwo romskich wiosek będących czymś pomiędzy ruiną a obozowiskiem.
@Rzezimieszek84: Nie mam pojęcia jak Koszyce wyglądały kilka lat temu, ale wydaje mi się, że wykonali ogromną pracę w kwestii rewitalizacji miasta od 2009, kiedy dostali tytuł stolicy kultury. Niemniej na osiedlu, na którym miałem hostel jeden z wiaduktów był odcięty poprzez zalanie wodą i widać było, że stan utrzymuje się od dłuższego czasu, więc trochę tego klimatu rozpadu się znalazło.
W topce moich randomowych odkryć historycznych z ubiegłego roku znajduje się fakt, że słowackie Koszyce mają najstarszy oficjalny herb miejski w Europie. Zdziwiło mnie to, by gdyby ktoś kazał mi zgadywać gdzie nadano pierwszy tego typu herb, to obstawiałbym raczej jakieś miasto we Francji albo dzisiejszych Niemczech. Tymczasem sprawcą całego zamieszania był nie kto inny jak król Węgier Ludwik I, zwany u nas Ludwikiem Węgierskim lub Andegaweńskim. Koszyce otrzymały swój oficjalny herb
Nie spodziewałeś się Czechosłowacji w tym wątku - czyli o historii słowackich stoczni
Chyba każdy słyszał kiedyś żarty o czeskim dostępie do morza – a raczej jego braku. Na domiar złego, Czesi i Słowacy zwykli witać się żwawym „ahoj!”, zarezerwowanym u nas raczej dla marynarzy i żeglarzy. Cóż, żarty żartami, ale Czechosłowacja zdecydowanie nie jest pierwszym krajem, który przychodzi na myśl w kontekście historii żeglugi i budowy statków. Tym większe było moje zaskoczenie,
@MacAron: Nie chcę udawać eksperta w tej dziedzinie, bo bynajmniej nim nie jestem, ale wydaje mi się że transport statku z Dunaju na Wołgę nie jest szczególnie trudny - wystarczy przepłynąć Morze Czarne i Don, który jest połączony z Wołgą kanałem. Nie wiem, czy statki rzeczne mogą wpłynąć samodzielnie na morze. Intuicja podpowiada, że niekoniecznie, ale komentarze w Internecie sugerują, że jak najbardziej. A przecież można do tego celu wykorzystać
Relacja z wypadu na Spisz, czyli jeden z najładniejszych zakątków Słowacji. Kawałek za Tatrami można zmęczyć się i odpocząć w kilku historycznych miastach i na kilku wciągających zamkach. Albo dowiedzieć się więcej o historii polskiej szlachty i antyhabsburskich zrywów.
Alternatywny przewodnik po Berlinie prezentujący najciekawsze miejsca, które w stolicy Niemiec pojawiły się za sprawą NRD, albo są w inny sposób związane z szeroko pojętą lewicą. Czyli przewodnik całkiem obszerny, bo pod względem upamiętnień Armii Czerwonej Berlin bije na głowę wiele miast Rosji.
Kojarzycie księdza Tiso? Facet był przywódcą tzw. Państwa słowackiego istniejącego podczas II wojny światowej. Państwo słowackie było marionetką Hitlera i de facto przybudówką Trzeciej Rzeszy, wspólnie z którą m.in. najechało Polskę w 1939 i wysyłało Żydów do obozów śmierci. Po wojnie z kolaborantem Tiso rozliczono się dość sprawnie, w stylu znanym choćby z Norwegii. Naiwnością byłoby jednak myśleć, że pamięć o faszystowskim księdzu umarła wraz z nim.
@pilot1123: Też słyszałem historię o płaceniu za transporty. Co do Polski - pełna zgoda, ale myślę, że z czasem sytuacja się ogarnie. Mamy wystarczająco pozytywnych bohaterów, by móc nazwać po imieniu tych mających na sumieniu zbrodnie.
@mixererek: Tyle że podczas wojny nie było widma eksterminacji Norwegów i Francuzów. Działania Quislinga nie były próbą ratowania kraju, tylko oportunistycznym przejęciem władzy z pomocą Niemców, którzy zresztą traktowali go jak pionka. Władza Quislinga nie pomogła w niczym Norwegom, którzy i tak byli prześladowani za działalność opozycyjną. Co więcej, gdy pod koniec wojny Wehrmacht zastosował politykę spalonej ziemi wycofując się przez Armią Czerwoną na północy kraju, to lokalni naziści nie
Relacja z wyjazdu do zachodniej Słowacji, podczas którego miałem skupić się na zamkach, ale zamiast tego los poprowadził mnie po zakamarkach lokalnej historii politycznej.
Lech Wałęsa na mołdawskim bloku, czyli o wschodnich muralach raz jeszcze.
Eksplorując możliwości wschodniego streetartu można czasem trafić na polskie akcenty. Oto cudeńko, na które natknąłem się przed dwoma laty w Kiszyniowie, a konkretnie w dzielnicy Botanica. Tamtejszy mural ku czci Wałęsy nie jest może wybitny artystycznie, ale autorowi / autorom nie można odmówić wizji i chęci. Dd. W komentarzu wrzucam drugą część dzieła, bo niezależnie od tego jak bym się starał, mirko
@Krupier: Dzięki! Dopiero zaczynam postowanie swoich treści na mirko, więc może z czasem przyjdzie więcej plusów ;)
Pełna zgoda co do Kijowa, znalazłem na szybko jedno zdjęcie - co prawda jest w słabej jakości bo robione późną nocą, ale i tak widać ogrom pracy włożonej w ten mural.
@Krupier: To nie będzie ten - moje zdjęcie jest ze skrzyżowania ul. Wielkiej Żytomierskiej z Aleją Pejzażną.
Też wybieram się jeszcze raz do Kijowa, chciałbym zobaczyć go latem i mając nieco więcej czasu niż poprzednio. Ale póki co pandemia odwołuje mi wszystko, co nie jest Czechami albo Słowacją.
@Krupier: Dzięki! Dawno nie wrzucałem nic na insta, bo ciężko mi się tam lawiruje wśród wśród fejmów wrzucających zdjęcia z wakacji, ale mam tyle zdjęć, że kiedyś na pewno wrócę do aktywnego postowania. Zapraszam też na FP na fejsbuku - tam publikuję najwięcej, bo oprócz treści z bloga wpadają też krótsze wpisy.
Relacja z Charkowa, czyli rozważania o bardzo niedokładnej dekomunizacji i ryzyku, jakie niosą ze sobą zbyt bliskie spotkania ze sztuką. No i kilka historycznych powodów, by odwiedzić to ważne dla Polaków miasto.