#anonimowemirkowyznania Pierwszy dzień szkoły i ogromna kłótnia. Szkołę skończyłam już wiele lat temu, poszłam na gównostudia - kierunek humanistyczny, nie dający zupełnie żadnych umiejętności ani zawodu. Poszłam tam, bo rodzice powtarzali, że jak nie skończę studiów to będę kopać rowy, albo wykładać towar w sklepie, że będę zerem. Sami oczywiście mieli wykształcenie zawodowe, ale nie wiem co im się uroiło, chyba presja znajomych bo fajnie się pochwalić że "córka na studiach". Do technikum też nie mogłam iść - technikum i zawodówka to były szkoły którymi mnie straszono, że "jeśli nie będę się uczyć to tam skończę". W czasie studiów niezależnie rozwijałam swoje pasje, zdobywałam umiejętności i wkręcałam się w środowisko, które zawsze było moim marzeniem. Utrzymywali mnie wtedy rodzice. Na trzecim roku miałam do wyboru - albo biorę projekt w pracy w której się rozwijałam albo kontynuuję studia. Wtedy nie czułam tego, że mogą być problemy - starałam się to jakoś pogodzić, ale się nie udało. Nie żałowałam. Mówiłam o wszystkim rodzicom, oni robili aferę, przyparta do muru obiecywałam, że coś wymyślę i tak w kółko. Byłam daleko od domu, od rodziców, planowałam powtórzyć ostatni rok, ale trudno mi było zrezygnować z pełnego etatu, moja praca wymagała też dostępności w weekendy. Nauczyłam się więcej niż 90% znajomych po studiach, którzy w znakomitej większości nie pracują w zawodzie. Obecnie mam 28 lat, mam pracę którą kocham i w której jestem dobra. Nie zarabiam kokosów, ale stać mnie na przyjemne życie bez zmartwień, podróże, pasje i jedzenie 2-3 razy w tygodniu na mieście. Naprawdę cieszy mnie każdy poranek kiedy wstaję, z pracy wracam naładowana energią, czuję się dobra w swojej dziedzinie. Zresztą praca sama dzwoni do mnie i się o mnie stara. Od wielu lat nie potrzebowałam wsparcia od rodziców, ale temat studiów wraca jak bumerang. Krzyki, wyzwiska, fochy, obrażanie się. W kółko to samo bo nie skończyłam studiów, bo oni płacili swoją krwawicę. Czuję, że nie mam rodziców. Mój narzeczony ma tak wspaniałą rodzinę, która zawsze dawała wolny wybór swoim dzieciom i pozwalała na podejmowanie wyborów w życiu, a ja jestem wyrzutkiem. Nawet nie wiecie jakie to smutne.
"Pillars of the Earth" ktoś grał? Jak wrażenia? Mam ochotę na spokojną grę przygodową na dzisiejszy wieczór, a wygląda nieźle. #pillarsoftheearth #gry #gryprzygodowe #pc
Chesz przestać być typowym januszem i chcesz zacząć zarabiać 15k? Jak mawia twój szwagier: Ty nie dasz rady? W komentarzach możesz znaleźć nawet kogoś, kto potrzyma Ci p--o w trakcie jak ty będziesz uczył się kodować... cały na biało :)
Czasem zdarza mi sie ogladac na #youtube #quaz i teraz sie zastanawiam: sa jakies podobne ale angielskojezyczne kanaly? Chodzi mi tutaj o podobny sposob narracji i jak te recenzje wygladaja. Kiedys ogladalem tez bananowego janka jak jeszcze nagrywal i w sumie ten format tez byl fajny. #gry
@pkh: projared, angryjoe, gamexplain (tylko gry nintendo akurat u nich), Arlo, JonTronShow (mniej recenzji, więcej materiałów o samych grach), Shammy, Videogamedunkey. Takie kanały akurat moge polecić, bo robią dobre, rzetelne recenzje/materiały.
#wiedzmin3 #wiedzmin #pytanie Mam pytanie bo nie zagłębiałem się nigdy w temat: czy gry o Wiedźminie fabularnie odwzorowywały książki Sapkowskiego? Czy fabuła była wymyślona przez twórców gier i jedynie osadzona w uniwersum Sapkowskiego? Jeśli tak to które części książek odpowiadają której części gry?
Dzień drugi i trzeci. Cały czas coś się dzieje i mniej lub bardziej udolnie próbuję odnaleźć się w zupełnie nowej rzeczywistości. Im dłużej tu jestem tym bardziej mnie wszystko zadziwia. Japończycy są uważani za bardzo pracowity naród, podczas gdy z moich obserwacji to oni jedynie spędzają cały swój czas w pracy, aczkolwiek jako pracownicy są totalnie nieefektywni, gdyż po pierwsze jedną rzeczą zajmuje się kilka osób, które konsultują się między sobą, czy na pewno wszystko jest w porządku i według instrukcji (instrukcja tutaj to rzecz święta, słyszałam anegdotkę,że w okolicy gdy paliła się szkoła to nauczyciel nie wyprowadził z niej uczniów, bo nikt mu nie kazał i nie dał instrukcji co robić w takiej sytuacji, więc czekali w środku),a po drugie rozciągają w czasie najprostsze zadania do zrobienia i mam wrażenie mega straty czasu, jeśli coś,co w Polsce można zrobić w 40 minut tu zajmuje 5h.
Mirki, żona się uparła na wakacje przez biuro podróży. Nie mam doświadczenia w tej kwestii, możecie podpowiedzieć gdzie szukać, żeby było tanio i dobrze? Tzn. pójść do stacjonarnego biura, czy skorzystać z tych stron zbierających oferty wielu biur? Są jakieś sposoby na obniżenie ceny, jakieś nie wiem, kody czy inne sztuczki?
Proszę o poradę. Moja narzeczona ostatnio powiedziała mi że nienawidzi mojego hobby. Kilka razy w roku (około 9-11) jeżdżę na rekonstrukcje historyczne. Z racji odległości, ludzi, rozbijania namiotów itp, jeżdżę na cały weekend (wyjazd w piątek wieczorem, powrót w niedzielę w południe).
Staram się być #pelnakulturka i nie chlać. Z reguły jedynie dobrze bawię się przy rozmowach, a alko to jedynie element rozmów.
Kobieta sprawiła swojemu psu uroczą niespodziankę. Przyjechała do domu rodziców na święta. Rodzicie pod jej nieobecność zajmują się zwierzakiem. Pies nie wiedział co zrobić gdy przed drzwiami domu nagle pojawiło się ogromne pudło...
Mój sąsiad jest jedną z tych irytujących osób które ze wszystkich sił starają się zaistnieć na YouTube. Przez lata obserwowałem go, jak próbował połknąć cynamon, leżał płasko na masce samochodu, gdy ten powoli odjeżdżał, czy oblewał się wodą krzycząc "epic win", "epic fail" lub "fuck". Dość męczące stało się przyglądanie kolejnym jego błazeństwom, wyczynianym w pogoni za internetową sławą. Kiedy więc zapukał pewnego dnia do moich drzwi
@pkh: I w końcu, przy trzecim kopnięciu w te cholerne drzwi, straciłem równowagę i paczka spadła. Z cichym odgłosem, niechybnie zwiastującym pęknięcie czegoś w środku.
- Cholera - zakląłem.
Miałem tylko nadzieję, że nie zepsułem niczego ważnego, a zresztą nawet jeśli, to i tak sąsiadowi nic nie powiem, najwyżej
@pkh: Próbowałem wszystkiego – odświeżaczy powietrza, masek, ale nawet trzy prysznice i zmiana ubrań nie pozbyła się tego odoru. Każda sekunda, podczas której to pudło leżało w moim garażu, była kolejną sekundą którą wykorzystywał ten smród na przedostanie się do mojego domu. Nie miałem więc wyjścia. Wróciłem więc od garażu, widząc otwarte klapy paczki, jakby zachęcające mnie do zajrzenia przez nie. Ale byłem przygotowany, tampony ze starych ciuchów wsadziłem do
Pierwszy dzień szkoły i ogromna kłótnia.
Szkołę skończyłam już wiele lat temu, poszłam na gównostudia - kierunek humanistyczny, nie dający zupełnie żadnych umiejętności ani zawodu. Poszłam tam, bo rodzice powtarzali, że jak nie skończę studiów to będę kopać rowy, albo wykładać towar w sklepie, że będę zerem. Sami oczywiście mieli wykształcenie zawodowe, ale nie wiem co im się uroiło, chyba presja znajomych bo fajnie się pochwalić że "córka na studiach". Do technikum też nie mogłam iść - technikum i zawodówka to były szkoły którymi mnie straszono, że "jeśli nie będę się uczyć to tam skończę".
W czasie studiów niezależnie rozwijałam swoje pasje, zdobywałam umiejętności i wkręcałam się w środowisko, które zawsze było moim marzeniem. Utrzymywali mnie wtedy rodzice. Na trzecim roku miałam do wyboru - albo biorę projekt w pracy w której się rozwijałam albo kontynuuję studia. Wtedy nie czułam tego, że mogą być problemy - starałam się to jakoś pogodzić, ale się nie udało. Nie żałowałam. Mówiłam o wszystkim rodzicom, oni robili aferę, przyparta do muru obiecywałam, że coś wymyślę i tak w kółko. Byłam daleko od domu, od rodziców, planowałam powtórzyć ostatni rok, ale trudno mi było zrezygnować z pełnego etatu, moja praca wymagała też dostępności w weekendy. Nauczyłam się więcej niż 90% znajomych po studiach, którzy w znakomitej większości nie pracują w zawodzie.
Obecnie mam 28 lat, mam pracę którą kocham i w której jestem dobra. Nie zarabiam kokosów, ale stać mnie na przyjemne życie bez zmartwień, podróże, pasje i jedzenie 2-3 razy w tygodniu na mieście. Naprawdę cieszy mnie każdy poranek kiedy wstaję, z pracy wracam naładowana energią, czuję się dobra w swojej dziedzinie. Zresztą praca sama dzwoni do mnie i się o mnie stara. Od wielu lat nie potrzebowałam wsparcia od rodziców, ale temat studiów wraca jak bumerang.
Krzyki, wyzwiska, fochy, obrażanie się. W kółko to samo bo nie skończyłam studiów, bo oni płacili swoją krwawicę. Czuję, że nie mam rodziców. Mój narzeczony ma tak wspaniałą rodzinę, która zawsze dawała wolny wybór swoim dzieciom i pozwalała na podejmowanie wyborów w życiu, a ja jestem wyrzutkiem. Nawet nie wiecie jakie to smutne.