Przyszłam na 12 do pracy a o 13:30 pojechałam do domu bo czułam się jak martwa. Oczywiście do lekarza się nie dostanę i muszę spróbować koło 16.. Marne to dorosłe zycie, kiedyś mama by za mnie wszystko załatwiła a teraz ledwo żywa muszę walczyć o l4, choćby za dzisiaj...
Moja mama jedzie na delegację w związku z czym przez 4 dni będę mieszkać sama. Co prawda przez cały czas będę pracować ale chciałabym jakoś wykorzystać ten czas tylko nie wiem jak ( ͡°ʖ̯͡°)
W podstawówce, chyba w czwartej klasie mama kupiła mi pierwszy stanik. Był w zestawie z majtkami, obie części białe, ze Snoopy'm. Od razu przymierzyłam mój komplet i akurat wtedy zadzwoniła do mnie na domofon koleżanka. Tak jak stałam tak zeszłam, a że czekała na mnie z kolegą... Cóż. Nie wiedziałam co zrobić więc w końcu udałam że tak miało być i tak sobie z nimi rozmawiałam przez pół godziny pod klatką, czerwieniąc
Mieliście kiedyś tak, że codziennie myśleliście, żeby odezwać się do kogoś, do kogo nie powinniście się odzywać za żadne skarby świata? Nie wiem czy jest sens walczyć z samą sobą. Ale z drugiej strony, to że dzisiaj do niego napiszę, raczej nie sprawi, że nie będę chciała tego zrobić jutro. Zresztą w sumie nawet nie wiem co miałabym mu napisać. Mam mózg do wymiany. ( ͡°ʖ̯͡°)
Nawiązując do poprzedniej historii, przypomniało mi się coś równie dziwnego i w podobnym klimacie. Kiedy byłam mała (miałam jakieś 7-8 lat) nienawidziłam gości (swoją drogą, prawdopodobnie przez głupie komentarze na temat mojej nieśmiałości). Za każdym razem zamykałam się w jakimś pokoju i nie wychodziłam tak długo, aż sobie nie poszli. W tamtym okresie moja prababcia leżała w łóżku pozbawiona kontaktu z rzeczywistością przez źle dobrane leki. Pewnego dnia to u niej postanowiłam
W podstawówce byłam dość konkretnie p----------a. Miałam może z dwie koleżanki, w ławce zawsze siedziałam z jakąś losową osobą a na wycieczkach często nie miałam pary. Wszystko się zmieniło jakoś w 4 klasie i pewnie doprowadziły do tego moje nieszablonowe podejście do życia i ciekawość świata. Jednak nie zawsze można nazwać to zaletą. Pewnego dnia po lekcjach poszłam do koleżanki. Zachciało mi się siku ale ona była w łazience. Zachciało mi się
Właśnie mi się przypomniało jak jakieś 8-10 lat temu byłam na placu zabaw z mamą, ciocią i kilkuletnią kuzynką. Były tam huśtawki dla małych dzieci - takie obudowane z każdej strony. Oczywiście wejść było łatwo, wyjść o wiele trudniej. Moja mama ani ciocia nie były skore do pomocy. Stanęły w bezpiecznej odległości (czyli takiej, która nie wskazywałaby na to że mnie znają) i obserwowały moje próby uwolnienia się z potrzasku. Ku mojej
źródło: comment_9tccZVlv7YlsQ0tfb79IRdn6MybA8jZt.jpg
PobierzKomentarz usunięty przez autora