Hej Mirki,
LVL 35++ here. Piszę w tym dołku s----------a, bo nie mam do kogo otworzyć ryja, a może ktoś wyciągnie wnioski i lepiej pokieruje swoim życiem. Wróciłem z branżowej imprezy i wzięło mnie na podsumowania. Robię w szeroko pojętym IT. Zarabiam dobrze (15k+), mam ciekawą pracę. Zarządzam masą ludzi, i dużym serwisem. Projekty, biznesy, międzynarodowe środowisko, deadlajny, fakapy, etc. W wielkim skrócie: to nic nie daje, oprócz pieniędzy. A pieniędzy nigdy za dużo, zawsze za mało. Im więcej zarabiasz, tym więcej wydajesz. Kiedyś toyota auris, to było marzenie. Teraz to synonim biedy. Kiedyś były hotdogi na orlenie, teraz sushi nie cieszy ni c---a. Najgorsze, że człowiek sie przyzwyczaja. I nie jest w stanie odpuścić. Pieniądze, pięniądze, pieniądze. Starczyłaby mi połowa tego co zarabiam. Ale wiem że nie odpuszczę. Co powiem żonie? Że j---ć kasę, że spuścimy z tonu? Ona jest super osobą i jesteśmy sto lat razem, od biedy do sukcesu. Ale pewnie nawet ona popukałaby się w głowę. Ale ja najlepiej wspominam czasy jak zaczynałem. Jeździłem robić proste instalacje, u jakiś mini klientów z d--y. Za jakiś c--j a nie pienądze. Nie było espresso, tylko jakaś zalewajka. Nie było lunchu tylko, bułka z kefirem o-----a w skodzie fabii. Ale był fun. Było robienie rzeczy po raz pierwszy w życiu. Był pierwszy samochód służobowy i s--s w nim. Była zimna pizza o 01:30. Był zapach trawy, i fajek na parkingu o 6:30 gdzieś pod Bydgoszczą.
Teraz jest kasa. Blicht. Projekty.
Najgorsze
LVL 35++ here. Piszę w tym dołku s----------a, bo nie mam do kogo otworzyć ryja, a może ktoś wyciągnie wnioski i lepiej pokieruje swoim życiem. Wróciłem z branżowej imprezy i wzięło mnie na podsumowania. Robię w szeroko pojętym IT. Zarabiam dobrze (15k+), mam ciekawą pracę. Zarządzam masą ludzi, i dużym serwisem. Projekty, biznesy, międzynarodowe środowisko, deadlajny, fakapy, etc. W wielkim skrócie: to nic nie daje, oprócz pieniędzy. A pieniędzy nigdy za dużo, zawsze za mało. Im więcej zarabiasz, tym więcej wydajesz. Kiedyś toyota auris, to było marzenie. Teraz to synonim biedy. Kiedyś były hotdogi na orlenie, teraz sushi nie cieszy ni c---a. Najgorsze, że człowiek sie przyzwyczaja. I nie jest w stanie odpuścić. Pieniądze, pięniądze, pieniądze. Starczyłaby mi połowa tego co zarabiam. Ale wiem że nie odpuszczę. Co powiem żonie? Że j---ć kasę, że spuścimy z tonu? Ona jest super osobą i jesteśmy sto lat razem, od biedy do sukcesu. Ale pewnie nawet ona popukałaby się w głowę. Ale ja najlepiej wspominam czasy jak zaczynałem. Jeździłem robić proste instalacje, u jakiś mini klientów z d--y. Za jakiś c--j a nie pienądze. Nie było espresso, tylko jakaś zalewajka. Nie było lunchu tylko, bułka z kefirem o-----a w skodzie fabii. Ale był fun. Było robienie rzeczy po raz pierwszy w życiu. Był pierwszy samochód służobowy i s--s w nim. Była zimna pizza o 01:30. Był zapach trawy, i fajek na parkingu o 6:30 gdzieś pod Bydgoszczą.
Teraz jest kasa. Blicht. Projekty.
Najgorsze



Postaram się być konkretna, żebyście mi nie zasnęli w trakcie czytania
Mam wujka z zespołem Downa, który jest totalnym "fanatykiem pocztówek" dosłownie! Gdybyście zobaczyli jak potrafi siedzieć godzinami i rozkładać je po całym pokoju to umarlibyście ze śmiechu, lecz w całym tym chaosie jest niesamowitym perfekcjonistą. Po codziennej zabawie z pocztówkami odkłada je do kartonika, gdzie układaj je ZAWSZE w tej samej kolejności.
Jak widzicie, wujek wpasowuje się we wszelkie kanony fanatyzmu, a jedynym plusem owego hobby jest to, że nikt się nie potyka ( ͡° ʖ
źródło: comment_quIlU7HiqT99HY1y3Ze8fc09zppEU7wS.jpg
Pobierz