Wlasnie bylem swiadkiem zgonu staruszki na przystanku tramwajowym. Stalem na swiatlach i nagle zamieszanie, ktos lezy. Pierwsza mysl - jakis bezdomny, potem druga - pewnie ktos zemdlal. Ludzie zebrali sie, ktos dzwoni po karetke i nagle mlodszy facet zaczyna reanimacje. Sprawa powazna, karetka przyjezdza jakims cudem po niecalych 3 minutach, od razu biegna i roboa nadal masaz serca, potem defibrylator i walcza. Po paru minutach przerywaja masaz, laduja staruszke na nosze i

Boroova













