Rozwala mnie argument, że granie w trudne gry singleplayer (za jakie uważa się m.in. soulslike'i) i robienie rozmaitych wyzwań nic nie znaczy i że trzeba mieć wysoką rangę w jakimś CSie, LoLu albo innej grze kompetytywnej, żeby nazwać się dobrym graczem. A najlepiej to w ogóle wstać od monitora i przebiec maraton, bo co to za metafizyka, jak się turlasz na arenie po kilka godzin. Jak dla mnie, to to jest odpowiednik

francis0440











