Szczerze mówiąc nigdy nie rozumiałem fenomenu tego Jay Naylor. Jego umiejętności artystyczne zatrzymały się w pół drogi jakieś 20 lat temu, pyszczki jego postaci mają coś z Sonichu, jego obrazki, po mimo minięcia dekad wciąż mają vibe początkującego rysownika mangi, który bazgra coś na marginesie zeszytu...
O zgrozo Miles DF! U niego to wręcz można zaobserwować tak zwaną "Flanderyzację" czyli upraszczanie wyglądu postaci wraz z przerysowywaniem ich cech charakterystycznych.
Szczerze mówiąc nigdy nie rozumiałem fenomenu tego Jay Naylor. Jego umiejętności artystyczne zatrzymały się w pół drogi jakieś 20 lat temu, pyszczki jego postaci mają coś z Sonichu, jego obrazki, po mimo minięcia dekad wciąż mają vibe początkującego rysownika mangi, który bazgra coś na marginesie zeszytu...
Jest też taki drugi co chujnie od lat robi. I takie latexowe futro.
O zgrozo Miles DF! U niego to wręcz można zaobserwować tak zwaną "Flanderyzację" czyli upraszczanie wyglądu postaci wraz z przerysowywaniem ich cech charakterystycznych.