Wg. niej praktycznie WSZYSTKO robię źle. Staram się jak mogę, po prostu robię rzeczy po swojemu.
Najgorzej jak jest obok, gdy coś robię, wtedy zawsze wtrąca się i mówi mi jak mam robić daną rzecz. To irytujące.
Najgorzej jesli chodzi o dziecko. O dziecko to w ogóle nie dbam jej zdaniem, nie zapewniam bezpieczeństwa (bo się przewróciło i płacze ale nawet guza sobie nie nabiło - jej się to zdarza milion razy).
Awantura jest codziennie. I to taka z wyzwiskami. Gdy cos robię to potrafi przyjść i drzeć się "kończ już, rusz ch....a!". No rynsztok.
Nie chciałem takiego domu dla mojego dziecka. Do samego konca cierpliwości jestem stoikiem ale dziś ją zwyzywałem od durnej szmaciury. Jest mi przykro. Ale no ile można?
Zaczynam serio myśleć o rozwodzie ale dzieci z rozbitych rodzin są.... Uszkodzone.
To już jest absurd. Przed dzieckiem wielokrotnie przegadane godziny na temat planów, jak wychowamy, jak zorganziujemy. Planowanie trwalo ponad ROK + caly okres ciąży. Chciałem byc pewny, że patrzymy na rodzicielstwo tak samo.
Zawsze bylem w domu, nie mam już praktycznie kolegów, w ciazy dbałem, donosilem jedzenie, woziłem na badania. Od urodzenia jestem obok, wracam z pracy i jestem, dbam, zabieram na spacerki, robię kolacje, śniadania. No kurde mam poczucie, że daję 100% a ciagle jest awantura za awanturą i to o BZURY.
Że za dużo pije Pepsi Że Pije energetyki Że jem słodycze Że nie kładę rzeczy tam gdzie ona chce Że nie robię rzeczy w sposób jaki ona uważa za słuszny Że jestem spocony (!!!! Jest lato, poza tym nie mam problemów z potliwością! Latam za brzdacem w 30 stopniowym upale, to się kwa spoce, ona też wali cebulą na wieczór). Że listu nie zaniosłem do najemców a ona nie będzie nosić z dzieckiem. Że nakruszyłem Że podłoga nie jest umyta należycie. Że gdy dziecko idzie spać ja oglądam coś w necie zamiast z nią gadać. Że gdy tylko odkładam telefon to zasypiam zamiast z nią gadać.
Te wszystkie bzdury urastają do rangi ogromnych problemów. Gdy je bagatelizuje, to eskaluje. Gdy robię niezłomnie swoje, to eskaluje. Gdy nie robię, to eskaluje i w dodatku robię z niej nieroba i lenia i jej źle.
Z tym ostatnim ma kompleks, bo odniosła na razie zawodową porażkę ale ma dobre CV i może śmiało wracać do pracy. Ja zawodowo odnoszę sukcesy, jestem poważany i szanowany. Mam dużą odpowiedzialność i spoko zarobki a mimo to tuż po 16 jestem w domu. Zreszta o to też są awantury, że za długo wracam.
Ja rozumiem frustrację ale daję "wychodne" z koleżanką, czy samemu, gdzie moje wychodne to do pracy i przecież nie potrzebuje z kolegami, czy sobie pograć albo po prostu pójść gdzieś sam na godzinę. Ona zmęczona bo ciągle siedzi z dzieckiem, gdzie ja siedzę od 16:30 do uspania i cały weekend.
Najgorsze, ze potrafi mówić do dziecka żartem "patrz tata glupi i nie potrafi", gdzie oboje mówiliśmy wyraźnie, że nie będziemy uniżać sobie przy dziecku i burzyć autorytetów.
Już dość. Nie tak się umawialiśmy. O tym co mówiliśmy oczywiście zapomniała
Obawiam się że poprawy raczej nie będzie i lepiej jak zaczniesz przynajmniej się przygotowywać do rozwodu tak aby w razie czego nie stracić dziecka i góry pieniędzy.
Można się umawiać co do przyszłości, a wyjdzie jak wyjdzie. Dzieci rodziców którzy się rozstali nie są bardziej uszkodzone od tych co ich rodzice zyli ze sobą jak pies z kotem. Czasami lepiej jak jest rozstanie i spokój dla tego dziecka niż ciągle obserwowanie konfliktów.
Anonim (nie OP): "Że gdy dziecko idzie spać ja oglądam coś w necie zamiast z nią gadać. Że gdy tylko odkładam telefon to zasypiam zamiast z nią gadać."
A spróbuj z nią może jednak trochę pospędzać czasu? Serio, spróbuj po prostu. Nic Cię to nie kosztuje, nie? To chyba lepsza opcja niż rozwód. Piszesz, że dajesz jej wychodne z koleżankami. A wychodne z Tobą? Spędzasz z nią czas bez dziecka? Dla bab bardzo ważne
Z mojej #rozowypasek wyszedł diabeł.
Wg. niej praktycznie WSZYSTKO robię źle. Staram się jak mogę, po prostu robię rzeczy po swojemu.
Najgorzej jak jest obok, gdy coś robię, wtedy zawsze wtrąca się i mówi mi jak mam robić daną rzecz. To irytujące.
Najgorzej jesli chodzi o dziecko. O dziecko to w ogóle nie dbam jej zdaniem, nie zapewniam bezpieczeństwa (bo się przewróciło i płacze ale nawet guza sobie nie nabiło - jej się to zdarza milion razy).
Awantura jest codziennie. I to taka z wyzwiskami. Gdy cos robię to potrafi przyjść i drzeć się "kończ już, rusz ch....a!". No rynsztok.
Nie chciałem takiego domu dla mojego dziecka. Do samego konca cierpliwości jestem stoikiem ale dziś ją zwyzywałem od durnej szmaciury. Jest mi przykro. Ale no ile można?
Zaczynam serio myśleć o rozwodzie ale dzieci z rozbitych rodzin są.... Uszkodzone.
To już jest absurd. Przed dzieckiem wielokrotnie przegadane godziny na temat planów, jak wychowamy, jak zorganziujemy. Planowanie trwalo ponad ROK + caly okres ciąży. Chciałem byc pewny, że patrzymy na rodzicielstwo tak samo.
Zawsze bylem w domu, nie mam już praktycznie kolegów, w ciazy dbałem, donosilem jedzenie, woziłem na badania. Od urodzenia jestem obok, wracam z pracy i jestem, dbam, zabieram na spacerki, robię kolacje, śniadania. No kurde mam poczucie, że daję 100% a ciagle jest awantura za awanturą i to o BZURY.
Że za dużo pije Pepsi
Że Pije energetyki
Że jem słodycze
Że nie kładę rzeczy tam gdzie ona chce
Że nie robię rzeczy w sposób jaki ona uważa za słuszny
Że jestem spocony (!!!! Jest lato, poza tym nie mam problemów z potliwością! Latam za brzdacem w 30 stopniowym upale, to się kwa spoce, ona też wali cebulą na wieczór).
Że listu nie zaniosłem do najemców a ona nie będzie nosić z dzieckiem.
Że nakruszyłem
Że podłoga nie jest umyta należycie.
Że gdy dziecko idzie spać ja oglądam coś w necie zamiast z nią gadać.
Że gdy tylko odkładam telefon to zasypiam zamiast z nią gadać.
Te wszystkie bzdury urastają do rangi ogromnych problemów. Gdy je bagatelizuje, to eskaluje. Gdy robię niezłomnie swoje, to eskaluje. Gdy nie robię, to eskaluje i w dodatku robię z niej nieroba i lenia i jej źle.
Z tym ostatnim ma kompleks, bo odniosła na razie zawodową porażkę ale ma dobre CV i może śmiało wracać do pracy. Ja zawodowo odnoszę sukcesy, jestem poważany i szanowany. Mam dużą odpowiedzialność i spoko zarobki a mimo to tuż po 16 jestem w domu. Zreszta o to też są awantury, że za długo wracam.
Ja rozumiem frustrację ale daję "wychodne" z koleżanką, czy samemu, gdzie moje wychodne to do pracy i przecież nie potrzebuje z kolegami, czy sobie pograć albo po prostu pójść gdzieś sam na godzinę. Ona zmęczona bo ciągle siedzi z dzieckiem, gdzie ja siedzę od 16:30 do uspania i cały weekend.
Najgorsze, ze potrafi mówić do dziecka żartem "patrz tata glupi i nie potrafi", gdzie oboje mówiliśmy wyraźnie, że nie będziemy uniżać sobie przy dziecku i burzyć autorytetów.
Już dość. Nie tak się umawialiśmy. O tym co mówiliśmy oczywiście zapomniała
─────────────────────
· Akcje: Odpowiedz anonimowo · Więcej szczegółów
· Zaakceptował: razzor91
· Autor wpisu pozostał anonimowy dzięki Mirko Anonim
@mirko_anonim: błąd się wkradł, powinno być
zresztą, nie ma co spojlerować.. sam się o tym dowiesz, jak dostaniesz papiery rozwodowe
─────────────────────
· Akcje: Odpowiedz anonimowo · Więcej szczegółów
· Zaakceptował: mkarweta
Dzieci rodziców którzy się rozstali nie są bardziej uszkodzone od tych co ich rodzice zyli ze sobą jak pies z kotem. Czasami lepiej jak jest rozstanie i spokój dla tego dziecka niż ciągle obserwowanie konfliktów.
Że gdy tylko odkładam telefon to zasypiam zamiast z nią gadać."
A spróbuj z nią może jednak trochę pospędzać czasu? Serio, spróbuj po prostu. Nic Cię to nie kosztuje, nie? To chyba lepsza opcja niż rozwód. Piszesz, że dajesz jej wychodne z koleżankami. A wychodne z Tobą? Spędzasz z nią czas bez dziecka?
Dla bab bardzo ważne
─────────────────────
· Akcje: Odpowiedz anonimowo · Więcej szczegółów
· Zaakceptował: mkarweta