geriatryczny chad, tak.... z czterech randek zaplanowanych w mijającym tygodniu odbyła się tylko jedna.
Moja kobieta pojawiła się wmieście na moment załatwić jakąś sprawę, odmówiła zostania na weekend... po czym cały wieczór zagadywała przez telefon. Taka kontrola, czy nie zająłem się "innym tematem". Jakby to było jeszcze mało oczywiste, między wierszami wyrwało jej się podejrzenie, że pewnie już randkuję z innymi. Na końcu języka miałem coś o "psie ogrodnika", ale zamiast tego strzeliłem "c'mon przecież masz to gdzieś". Chamsko_peel? "Sypiałam z tobą jak jeszcze miałeś żonę, także teges". To prawda. Ale przeczucia ma dobre, bo mentalnie rozstajemy się. Potrafiłaby to naprawić, moje zaproszenie było do tego dobrą okazją.
Jedną randkę odwołałem. Z bólem, bo poprzednie spotkanie z tą dziewczyną było konkret. Miałem niespodziewaną awanturę z inwestorem, a w bilokację jeszcze nie potrafię. Dziewczyna wściekła się, bo dowiedziała się jadąc do mnie z innego miasta. Trochę przelicytowała z pretensją, oczekując, że będę naprawiać winę jakimś prezentem. Pazerne to to... No ale konkretne.
Kolejna kandydatka na randkę zghostowała mnie... taka #karma . Zasłużyłem czy nie, idźmy dalej.
Udana randka... na mieście, trochę nie moja bajka. Miło ale bez konkretów. Niemniej, wprosiła się do mnie na kolację, będzie ok.
Wyobrażam sobie przeciętnego faceta, co na tinderze wyhaczy jakąś dziewoję raz na miesiąc i nawet doprowadzi do spotkania. Albo czai się przez pół roku do laski z pracy czy szkoły. Na wykopie nie brakuje wpisów, że ten #redpill to banialuki o pewności siebie i innych cechach, prostych oczekiwaniach kobiet, bujdy bo świat jest inny. Nie jest, nie chce być. Ludzie nauczyli się, że mają wszystko instant. Samochód, mieszkanie, steak na obiad - zamawiam i mam. Myślę, że większość kobiet obecnie działa dokładnie tak samo: mają swoje oczekiwania i jeśli znajdują kogoś, kto je spełnia, to momentalnie przechodzą do konkretów. I jest to brutalne, prostackie. Fakt, wygląd robi robotę, ale umówmy się, nie jestem jakimś Apollo, mam 50 lat.
Moja kobieta pojawiła się wmieście na moment załatwić jakąś sprawę, odmówiła zostania na weekend... po czym cały wieczór zagadywała przez telefon. Taka kontrola, czy nie zająłem się "innym tematem". Jakby to było jeszcze mało oczywiste, między wierszami wyrwało jej się podejrzenie, że pewnie już randkuję z innymi. Na końcu języka miałem coś o "psie ogrodnika", ale zamiast tego strzeliłem "c'mon przecież masz to gdzieś". Chamsko_peel? "Sypiałam z tobą jak jeszcze miałeś żonę, także teges". To prawda. Ale przeczucia ma dobre, bo mentalnie rozstajemy się. Potrafiłaby to naprawić, moje zaproszenie było do tego dobrą okazją.
Jedną randkę odwołałem. Z bólem, bo poprzednie spotkanie z tą dziewczyną było konkret. Miałem niespodziewaną awanturę z inwestorem, a w bilokację jeszcze nie potrafię. Dziewczyna wściekła się, bo dowiedziała się jadąc do mnie z innego miasta. Trochę przelicytowała z pretensją, oczekując, że będę naprawiać winę jakimś prezentem. Pazerne to to... No ale konkretne.
Kolejna kandydatka na randkę zghostowała mnie... taka #karma . Zasłużyłem czy nie, idźmy dalej.
Udana randka... na mieście, trochę nie moja bajka. Miło ale bez konkretów. Niemniej, wprosiła się do mnie na kolację, będzie ok.
Wyobrażam sobie przeciętnego faceta, co na tinderze wyhaczy jakąś dziewoję raz na miesiąc i nawet doprowadzi do spotkania. Albo czai się przez pół roku do laski z pracy czy szkoły. Na wykopie nie brakuje wpisów, że ten #redpill to banialuki o pewności siebie i innych cechach, prostych oczekiwaniach kobiet, bujdy bo świat jest inny. Nie jest, nie chce być. Ludzie nauczyli się, że mają wszystko instant. Samochód, mieszkanie, steak na obiad - zamawiam i mam. Myślę, że większość kobiet obecnie działa dokładnie tak samo: mają swoje oczekiwania i jeśli znajdują kogoś, kto je spełnia, to momentalnie przechodzą do konkretów. I jest to brutalne, prostackie. Fakt, wygląd robi robotę, ale umówmy się, nie jestem jakimś Apollo, mam 50 lat.