Wpis z mikrobloga

✨️ Obserwuj #mirkoanonim
Gdyby nie to, że pracuje z ludźmi, których lubię i mieszkam z rodziną (rodzice) - nie bywałbym wśród ludzi. Mimo wszystko, czuję się cholernie samotny. Tylko, że nie chcę nikomu zawracać głowy, czuję się zbędny, niepotrzebny. To jest naprawdę wkurzające, szczególnie, że wiem, że są ludzie, którzy lubią ze mną rozmawiać, cenią moje towarzystwo - tylko, że ja nigdy nie czuję się sobą w pełni. Mam wrażenie, że przy ludziach muszę udawać. Udawać kogoś szczęśliwego, pewnego siebie, wygadanego. Trochę wymaga ode mnie tego praca, trochę mam przeświadczenie, że taki muszę być.
Pracuje 6 dni w tygodniu, jak wracam do domu to zjem coś na ciepło, a potem muszę się zdrzemnąć, bo nie mam siły utrzymać głowy w pionie. Potem się budzę, jakieś social media / serial / gra i do spania. Tylko w niedziele mam wolne i tak jak dzisiaj spędziłem ją nie robiąc nic co mógłbym uznać za wartościowe. Wegetacja, bezwiedna z tygodnia na tydzień w oczekiwaniu na śmierć.
Niby coś próbuje, stawiam sobie cele, mam Tindera na którym kciuk mnie boli od przesuwania w lewo, ale jednocześnie boję się życia.
W pracy mnie wręcz zmusili, żebym poleciał na targi do Amsterdamu, bo mój szef nie może, a ktoś powinien. Nigdy nie byłem w Holandii, umiem tylko angielski, raz w życiu leciałem samolotem, nigdy nie jechałem taksówką. Boję się cholernie tego, a nie lecę sam na dodatek, tylko z jednym z administratorów IT, który jest tak słabo ogarnięty życiowo, że będę musiał chyba za opiekunkę robić.
Kiedyś psychiatra zauważyła, że noszę krzyż na szyi. Złoty, założyłem go na studniówkę i od tamtej pory noszę na co dzień. Zapytała, czy wierzę w Boga? Powiedziałem, że w Boga tak, niebo piekło i te sprawy, ale z Kościołem przerwałem relację lata temu. Powiedziała mi, że czytała jakieś badania, że nie ma związku między wiarą (jakąkolwiek, nie tylko katolicką), a odwaleniem magika. Więc może nie jest ze mną tak źle, jak obawiam się, że trafiłbym do piekła? Tylko ciekawe jak długo będę się jeszcze tego obawiał.
Wiecie, co jest w tym wszystkim najgorsze? Że nie potrafię wytłumaczyć sobie, ani tym bardziej komukolwiek innemu, czemu jest mi tak źle? Jak pomyślę o sobie z przed jakiś 12 lat, to byłem wtedy szczęśliwy - wyleczony ze złamanego serca, towarzyski facet, który pracował za 1200zł netto, a połowę z tego wydawał na studia, a resztę na życie towarzyskie i fajki. Jak to możliwe, że dziś zarabiam kilka razy więcej, studia skończone, żadnych praktycznie zobowiązań, nawet trochę majątku zdążyłem zgromadzić, a jestem nieszczęśliwy i to cholernie. Może faktycznie pieniądze to nie jest symbol szczęścia? Tylko czemu jednocześnie myślę, że wygrana w Lotto rozwiązałby wszystkie moje problemy?
Życie jest trudne. Dla mnie chyba za trudne.
Dzięki za przeczytanie kimkolwiek jesteś i gdziekolwiek jesteś. Życzę Ci dobrze.

#depresja #wykop30plus



· Akcje: Odpowiedz anonimowo · Więcej szczegółów
· Zaakceptował: razzor91
· Autor wpisu pozostał anonimowy dzięki Mirko Anonim

  • 2
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach