Aktywne Wpisy

SereneCipher +1
W jaki mało inwazyjny sposób zabić kogoś w książce? Że niby przypadek itp Bo pisze pisze i muszę się pozbyć typa i nie wiem jak.

Lolenson1888 +22
Uwaga konkurs
Kupię dowolny, wybrany prezent na Mikołaja każdej osobie, która poda mi jakąś zaletę Minety Rajovicia (oprócz wysokiego wzrostu)
#mecz
Kupię dowolny, wybrany prezent na Mikołaja każdej osobie, która poda mi jakąś zaletę Minety Rajovicia (oprócz wysokiego wzrostu)
#mecz
źródło: 416dfff53e18b9d3eec9d369076a71cd31fa9c9e7bcee53db0990c11fb192167
Pobierz




https://myanimelist.net/anime/5702/Sora_wo_Miageru_Shoujo_no_Hitomi_ni_Utsuru_Sekai
Munto TV
To anime to jeden wielki zlepek przeciwności. Zaczynając od tego, że jest to absolutnie najmniej znany tytuł, jednego z najbardziej rozpoznawalnych studiów, mianowicie KyoAni, a kończąc na zawartości.
Fabularnie - szablon. W niebiosach kończy się magiczna energia, jej brak doprowadzi do zniszczenia tego świata (no jakże by inaczej), dlatego pewien młodzieniec będący królem (no oczywiście, że tak) musi wyruszyć na Ziemię (co za zaskoczenie) by spotkać dziewczę, które nieświadomie sobie żyje, nie wiedząc, że leżą w niej potężne pokłady magii (szok!). I gdy jesteśmy już na linii startowej dokładnie wiedząc co zaraz obejrzymy, fabuła tego tytułu, niczym w najlepszych skeczach Monty Pythona, z rechotem s-------a w bok, w krzaki, by prawie dosłownie taplać się w błocie. Z nieukrywanym zaskoczeniem zobaczyłem, że oś fabularna pierwszych odcinków kręci się wokół pewnych niedorzecznych incydentów rzecznych z różowym kołem ratunkowym w tle. Poczułem się zaintrygowany.
Wspomniałem o przeciwnościach - anime gwoli ścisłości jest przedziwnym połączeniem dwóch gatunków. Z jednej strony mamy typowy KyoAni ckliwy slice of life, z drugiej klepankę niczym z młodzieżowych shoenów. I tutaj rozwiewa się tajemnica niewielkiej popularności. Fan SOL będzie narzekał co to za dragonballowe mordobicie mu się właśnie włączyło, fan bijatyk będzie ziewał przy rozkojarzonej dziewczynce gapiącej się w niebo. A gdy zawęzimy już grono odbiorców, warto ściągnąć skarpetki z nóg - dodatkowe palce przydadzą się do liczenia mniej lub bardziej ważnych frakcji niebios, które dokonują na siebie inwazji w dorzuconym rzutem na taśmę wątku polityczno-militarnym. Całość upchnięta w dziewięciu odcinkach, co do końca na zdrowie też nie wyszło. Nie żeby któryś z tych elementów sam w sobie był źle zrealizowany. Po prostu bardzo nietypowy miszmasz nie do końca pasujących do siebie fragmentów.
Strona wizualna w sumie zasługuje na parę słów. Seria jest rebootem i kontynuacją OVA z 2003 roku i recyklinguje sporo scen z poprzedniej wersji. Konsekwencje tego są takie, że celem zachowania spójności mamy całkiem ładną animację KyoAni, ale, utrzymaną w bardzo charakterystycznej, trochę drewnianej konwencji z początku lat dwutysięcznych z mocno "oldskulowym" designem postaci. Czas rzucają się w oczy bardziej drętwe fragmenty z oryginalnej OVA, ale w ogólnym rozrachunku jest raczej na plus.
Mi zdecydowanie bliżej gustem do twórczości właściwej KyoAni, niż do latających SSJ walących w siebie laserami, choć i ten element dało się obejrzeć, bo był zrealizowany bez przesadnej krindżówy. Było ok. Not great, not terrible.