Wpis z mikrobloga

https://pl.wikipedia.org/wiki/Masakra_w_Gikondo

To nie śp.mjr Stefan Steć ani mjr Marek Pazik ani też mjr Brent Beardsley odkryli ludobójstwo na Gikondo. Przecież tam mieszkało trzech polskich oficerów: mjr Jerzy Bayer, mjr Ryszard Chudy i piszący wyjaśnienie mjr Jerzy Mączka. Major Bayer przebywał wówczas poza Rwandą i powrócił dopiero po zakończeniu działań wojennych. Osobiście kontaktowałem się z Kwat. Gł.UNAMIR za pomoca Motoroli w celu sprowadzenia posiłków i uniknięcia krwawej łaźni. Mam też unikalne zdjęcia i klisze tego co się tam wydarzyło. Korzystał z nich śp. Waldemar Milewicz w swoich korespondencjach z Rwandy. Jeden pakiet zdjęć z masakry przy kościele sprezentowałem gen. Dallaire, na jego osobista prośbę, a kolejny zostawiłem Pallotynom. Było tam 110 zwłok +-10, ale nie 500. Najpierw z Ryszardem a potem już sam oddzielałem zmarłych od żywych. Tych jeszcze żywych wciągałem do kościoła, gdyż był upał nie do wytrzymania i wyobrażałem sobie jak oni cierpią, prosiłem siostry Pallotynki o polewanie ich wodą i pojenie, o ile było to możliwe. Liczyłem się z możliwością zorganizowania pomocy medycznej jeszcze żyjącym, a przynajmniej dałem im szansę na bardziej komfortową śmierć. Zmarłych przeciągałem do dwóch zbiorowych grobów kopanych przez zaufanych lokalnych pracowników zatrudnionych przez Pallotynów. Robota była bardzo pilna bo ciała tak bardzo szybko rozkładały się i ze względu na brak maski na ustach z minuty na minutę z coraz wiekszym trudem udawało mi się kontynuować to co zaczęłem gdyż targały mną konwulsje wymiotów. Zdawałem sobie sprawę że jeśli zwłoki nie zostaną pochowane to nazajutrz nikt tam się nie zbliży z uwagi na fetor, nie wspominając już nawet o dokończeniu pochówku. Poza tym ze względów humanitarnych wiedziałem, że skoro nie byłem w stanie zapobiec tej masakrze to przynajmniej oddam im tę ostatnią przysługę i pochowam ich współdziałając z kopiącymi groby. Ponieważ nie udało mi się skontaktować z rwandyjskimi oficerami łącznikowymi RPF przy Kwaterze, poprosiłem Pallotynów o zebranie częściowo podartych kart identyfikacyjych poległych, aby być może w przyszłości mogły posłużyć do identyfikacji pogrzebanych. W odpowiedzi na moje nieudane próby skontaktowania się z ICRC(Czerwony Krzyż), w odpowiedzi na moją informację puszczoną w eter o wydarzeniach na Gikondo, pojawiły sie tam dwa samochody z ICRC. Poprosiłem tych ludzi o ewakuacje trojga uratowanych z krwawej łażni Rwandyjczyków, o opatrzenie których poprosiłem Pallotynów. Francuzi początkowo odmówili tłumacząc się, że tak ciężko rannych nie ma sensu ewakuować. Dopiero, gdy oznajmiłem im że mam ich zdjęcia i po wojnie ich znajdę i rozliczę się z nimi zdecydowali się dwoje z nich zabrać. Dokładną relację z wydarzeń przekazałem panu Dobbiemu z z Międzynarodowego Trybunału d/s Zbrodni Popełnionych w Rwandzie. Więcej informacji można uzyskać ode mnie kontaktując się ze mną: Jjerzymaczka@aol.com Pozdrawiam.


#wikipedia #historia #wojna
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach