Wsiadam do metra, a tam jakiś Ahmed i tylko koło niego miejsce. Ma czerwony pakunek. Myślę sobie: to jest to, to jest ten zamach, to nie był żaden trolling, żadne żarty. A więc dobrze, teraz wkraczam do akcji JA. Nie, nie wysiądę na następnej stacji, jak uczyniłby każdy zdrowy człowiek z lekką paranoją. Nie, szybka decyzja i siadam koło Ahmeda. Jeśli wyciągnie swój czerwony przycisk, żeby się zdetonować, jebnę mu i tyle.