Nie ma to jak dobry chleb (prądnicki), świeżo przyrządzona sałatka jarzynowa (tak bardzo nielubiana przez #maklowicz), świeżutka szynka prosto z zaufanej masarni - idealna kolacja.
Sałatka prawilna, bez zapychacza w postaci ziemniaków, na majonezie i śmietanie, ale przede wszystkim na warzywach z rosołu (bez tego nie będzie w połowie taka pyszna). A że jest rosół, to #gotujzwykopem :)
enron - Nie ma to jak dobry chleb (prądnicki), świeżo przyrządzona sałatka jarzynowa ...

źródło: comment_5NpvWhniX60lbMJbpo7aDHpEP8pom754.jpg

Pobierz
  • 4
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@johann89:
@sphinxxx: Właśnie między innymi dlatego go lubię, jest takim fajnym śmiesznym kartoflem, może nie jest to najlepszy program kulinarny i nie najlepszy podróżniczy, ale jak widzę Makłowicza morda mi się cieszy nie mogę go nie lubić, może to dlatego że oglądałem go za gówniarza i tak mi zostało.
  • Odpowiedz
Do mojej Almy chodzi Robert Makłowicz, znany krakowski smakosz i krytyk kulinarny. Pan Makłowicz zawsze przychodzi do Almy w butach węgierskich marki Bata (pan Robert jest znanym miłośnikiem przyjaźni polski-madziarskiej), spodniach jedwabnych w kolorze jasnym, białej koszuli oraz uszytej w Budapeszcie na miarę marynarce koloru beż. Twarz jego wygolona wygląda jak księżyc w pełni lub młody cypisek, grzywa zaczesana jest do tyłu, a pan Robert - posiadający 150cm wzrostu przechadzając się po Almie z wypiętą piersią i pozie habsburskiego oficera sprawia wrażenie jakby przybył właśnie z Wiednia z samym poleceniem Najjaśniejszego Pana w ważnej misji.
Pan Robert znany jest z tego, że dba o to, co kupują jego współklienci. Zagląda ludziom do koszyka. Czasem pochwali, czasem zatroskany pokręci głową, czasem poradzi, gdy klient kupi 'salami' z padliny produkowanej w Radomiu zamiast prawdziwego salami z Węgier marki PICK.
Gdy Pan Robert wkracza do sklepu, wielu klientów podąża za nim, aby zobaczyć, co Pan Robert kupi. Pan Robert wspina się na czubkach palców po masło. Tum milczy, aby po chwili szepnąć

Masło Galicyjskie, trzeba też kupić skoro Pan Makłowicz kupuje

Innym
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Do mojej Almy chodzi Robert Makłowicz, znany krakowski smakosz i krytyk kulinarny. Pan Makłowicz zawsze przychodzi do Almy w butach węgierskich marki Bata (pan Robert jest znanym miłośnikiem przyjaźni polski-madziarskiej), spodniach jedwabnych w kolorze jasnym, białej koszuli oraz uszytej w Budapeszcie na miarę marynarce koloru beż. Twarz jego wygolona wygląda jak księżyc w pełni lub młody cypisek, grzywa zaczesana jest do tyłu, a pan Robert - posiadający 150cm wzrostu przechadzając się po Almie z wypiętą piersią i pozie habsburskiego oficera sprawia wrażenie jakby przybył właśnie z Wiednia z samym poleceniem Najjaśniejszego Pana w ważnej misji.
Pan Robert znany jest z tego, że dba o to, co kupują jego współklienci. Zagląda ludziom do koszyka. Czasem pochwali, czasem zatroskany pokręci głową, czasem poradzi, gdy klient kupi 'salami' z padliny produkowanej w Radomiu zamiast prawdziwego salami z Węgier marki PICK.
Gdy Pan Robert wkracza do sklepu, wielu klientów podąża za nim, aby zobaczyć, co Pan Robert kupi. Pan Robert wspina się na czubkach palców po masło. Tum milczy, aby po chwili szepnąć

Masło Galicyjskie, trzeba też kupić skoro Pan Makłowicz kupuje

Innym
MSKappa - Do mojej Almy chodzi Robert Makłowicz, znany krakowski smakosz i krytyk kul...

źródło: comment_DmPnV1Am5p7UDGjIpHG6eefGNi9FD9l9.jpg

Pobierz
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

- Ile minut gotuje się fasolkę szparagową?

- zapytała Helena Łuczywo Roberta Makłowicza, który został specjalnie ściągnięty do Warszawy ekspresem Intercity "Krakowiak", żeby z nim omówić tę kwestię.

Był już wtedy sławny w obrębie Plant jako obdarzony fikuśnym stylem recenzent restauracyjny krakowskiej mutacji "Wyborczej", a jego ogólnopolska sława dopiero się zaczynała. W Krakowie nadal miał swój felieton, a dodatkowo został zatrudniony do pisania przepisów w kolorowym magazynie "Gazety". Były to słodkie czasy, kiedy ta wkładka z reportażami i fotografiami miała ze sto stron i furę reklam, a uważano, że dalej może być już tylko lepiej.

-
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach