Tytus wszedł niepewnie do lombardu, ściskając w dłoniach zegarek. Drzwi zatrzasnęły się za nim z głuchym, metalicznym trzaskiem, jakby odcinając go od świata zewnętrznego. W środku było duszno, powietrze pachniało wilgocią, kurzem i czymś metalicznym, co drażniło nozdrza. Za ladą siedział sprzedawca – wychudzony, z cienką, pergaminową skórą i oczami, które zdawały się widzieć wszystko, nawet to, co Tytus chciał ukryć.

„O, proszę, proszę...” – odezwał się głosem, w którym pobrzmiewała nuta sardonicznego
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

– Kotom nie wolno! Z kotami nie wolno! Psik! Wyłaź, bo zawołam milicjanta!

Ani konduktorki, ani pasażerów nie zdziwiło to, co było najdziwniejsze – nie to więc, że kot pakuje się do tramwaju, to byłoby jeszcze pół biedy, ale to, że zamierza zapłacić za bilet!


Michaił Bułhakow, Mistrz i Małgorzata

Ten kot wygląda jakby przyszedł się pomodlić do Kotelu. ( ͡° ͜
ZionOfel - >– Kotom nie wolno! Z kotami nie wolno! Psik! Wyłaź, bo zawołam milicjanta...
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Pierwszy dzień w harcerstwie. Tytus, prosto z laboratorium, ledwo oswojony ze światem poza sterylnymi ścianami, stoi pośrodku kręgu innych harcerzy. Jego ciało – dziwne, posklejane jak ze strzępów – przyciąga spojrzenia. Chłopcy obserwują go ukradkiem, każdy podświadomie czując, że coś w nim nie pasuje. Nie jak cudak. Raczej jak coś, co wymknęło się spod kontroli.

Drużynowy stoi naprzeciwko, z papierowym uśmiechem i sztucznym entuzjazmem, wręcza Tytusowi harcerską chustę. Tytus patrzy na nią, dłonią
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Tytus budzi się, gdy drzwi laboratorium otwierają się z cichym sykiem, wpuszczając jasny, ostrzejszy niż kiedykolwiek wcześniej snop światła. Wchodzi Profesor Talent, sylwetka szczupła i wysoka, jego ruchy precyzyjne jak u chirurga – kontrolowane i pozbawione zbędnych emocji. Jego wzrok, zimny i analityczny, prześlizguje się po ciele Tytusa, zatrzymując się na moment na każdej deformacji, każdym zniekształceniu, które pojawiło się przez noc. W oczach Profesora nie ma współczucia; jest tylko zachwyt naukowca,
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Laboratorium wydaje się dziwnie ciche, jakby powietrze samo w sobie bało się ruszyć. Tytus stoi przy oknie – duża, gruba szyba oddziela go od świata zewnętrznego. To, co widzi, nie jest światem, który kiedykolwiek znał. Widok miasta, spowity w brudnożółtym świetle latarni, wydaje się niemal nienaturalny, obcy, jak coś wyśnionego, ale i zakazanego.

Małpa unosi dłoń do szyby. Palce, zbyt długie, nienaturalnie cienkie, trzęsą się. Skóra na nich, pomarszczona jak stara tkanina, wydaje
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Małpa siedzi nieruchomo, wpatrzona w cienką linię światła przebijającą się przez szklaną klatkę. Dwa cienie za szybą, przygarbione, ostrożnie poruszają się w jej stronę. Jeden z nich szepcze, niby żartobliwie, ale w jego głosie słychać coś, co trudno zidentyfikować – czy to strach, czy fascynacja?

Naukowiec 1:
– Nazwijmy go… Tytus. W końcu czytałem te komiksy, kiedy byłem dzieckiem. Miałem tam podobnego.

Drugi naukowiec patrzy na niego sceptycznie, uśmiechając się krzywo.
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Tytus Romek i Atomek wersja body horror
Laboratorium spowija głucha cisza. Blade światło pulsującej sygnalizacji wydobywa z ciemności kształty porzuconych aparatów, szklanych probówek, migających ekranów. W mroku widać szklaną klatkę, pokrytą cienką warstwą pary. Za szybą coś leży nieruchomo, skulone w kącie.

Obok klatki stoją dwie postacie, ich twarze zniekształcone w odbiciu szyby. Jeden z mężczyzn uderza w szkło metalowym prętem. Głuche, ciężkie echo wibruje w pomieszczeniu, jakby każdy dźwięk miał tu własne życie.

Postać
  • 3
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach