Co jest według was przeciwieństwem niczego? Ostatnio doszedłem do wniosku, że nieskończoność, bo ona tak samo jak "nic" jest pojęciem abstrakcyjnym, za którym już nic więcej nie ma - tak jak nie może być mniej niż nic (chyba można darować sobie ujemność, czyli właściwie pojawienie się czegoś gdzie indziej (jak ujemny wektor, który po prostu wskazuje przeciwny zwrot)), tak nie może być czegoś więcej niż nieskończoność. A może w ogóle z jakiegoś
@Vlang: no tak, wszystko i nic to takie pojęcia odnoszące się do liczebności zbiorów w jakimś kontekście, to znaczy względem innego zbioru, a zero i inf mierzą ten zbiór bezwzględnie