Mam depresję. Ale nie taką, co obraca się przeciwko mnie. Bardziej taką, która zasila we mnie nienawiść do ludzkości, nie do samego siebie.
Nie czerpię przyjemności z żadnego aspektu życia, bo wszystko wydaje mi się ponure i bez sensu. Czuję się, jakbym nagle przejrzał grę na wylot... i kompletnie zapomniał, jak się w nią gra. Wiem, że terapia pomaga. Tylko... po co?
Cała egzystencja zawsze wydawała mi się gigantycznym rozpraszaczem, który ma odciągnąć uwagę
Nie czerpię przyjemności z żadnego aspektu życia, bo wszystko wydaje mi się ponure i bez sensu. Czuję się, jakbym nagle przejrzał grę na wylot... i kompletnie zapomniał, jak się w nią gra. Wiem, że terapia pomaga. Tylko... po co?
Cała egzystencja zawsze wydawała mi się gigantycznym rozpraszaczem, który ma odciągnąć uwagę















@Alahagba: mam nadzieję, że ciągła świadomość tego, że twoja egzystencja nie będzie wiecznie trwała, przeraża cię jeszcze bardziej, bo to z tego to wynika
przyczyną topnienia zasobów nie jest ich niezdobywanie, tylko przymus ich zużywania