Pewien Niewidomy po pięćdziesiątce z zawodu masażysta, w którąś sobotę ciął i rąbał drewno w swoim garażu. Z trudem przesunął starą i odrapaną szafkę na środek, kilkoma sprawnymi uderzeniami siekierki oderwał drzwiczki od szafki, potem drugie, trzecie i czwarte. Gdy już pozbawił szafę wszystkich, wziął drzwi i położył je na stole. Przesunął dłonią po ich powierzchni, pod swoimi palcami wyczuł gałkę, wziął łom podważył i oderwał. Następnie jego palce powędrowały w kierunku zawiasów, te też szybko usunął za pomocą łapki i wrzucił do kubła na żeliwny złom. Czasem taki zawias był połamany i nie było tak prosto, wtedy w ruch szły obcęgi a jak było potrzeba to także kombinerki. Oczyszczone z dodatków drzwi, które teraz były już tylko dużymi kawałkami deski ułożył równiutko z boku. Podszedł do szafy i obejrzał ją dokładnie palcami, wziął dużą siekierę i płaską częścią zaczął rozbijać łączenia szafy. Uderzał raz za razem płaską stroną siekiery, po oderwaniu każdej deski badał ja dokładnie dłonią, żeby ocenić efekty swojej pracy. Robił to szybko i bardzo ostrożnie, bo z desek sterczały ostre gwoździe i drzazgi. Następnie układał je z boku. Po dziesięciu minutach złapał lekką zadyszkę, jego oddech z racji wieku zrobił się świszczący. Na szczęście szafa została rozbita. Teraz przyszła kolej na pozbawienie desek wszelkiego żelastwa, każda duża deska, tak jak wcześniej drzwiczki lądowała na stole i została pozbawiana wszelkich gwoździ i innych metalowych części, a za pomocą łomu, obcęg i kombinerek.
Po oczyszczeniu desek Niewidomy usiadł, by chwile odsapnąć. Przygotował już tak drewno na opał blisko 30 lat.Nie mógł się nadziwić jak bardzo w tym czasie się zmienił, a jeszcze bardziej świat w którym żył. Po przerwie czekała go najcięższa część zadania, deski trzeba było pociąć na średniej wielkości kawałki aby zmieściły się do pieca. Zaczął rutynowo, robił to przez tyle lat. Sam nie wie, czy to właśnie rutyna go zgubiła? Może była jakaś dziura, której nie zauważył? Albo jakiś dziwny przypadek... Coś poszło nie tak i piła przecięła mu dwa palce prawej ręki. Poczuł błysk dotkliwego bólu i wilgoć na swojej dłoni. Szybko wbiegł po schodach do kuchni znacząc swoją drogę czerwonymi plamami lewą reką znalazł bandaż i owinął nim prawą. Chaotycznie, tyko po to by jakoś zatamować krew. Zadzwonił do Pani Renatki i poprosił o pomoc. Pani Renatka była już po sześćdziesiątce, ale zawsze jak tylko miała czas pomagała Niewidomemu.
Razem pojechali autobusem na ostry dyżur, bo Pani Renatka nie miała samochodu. Ciekawscy ludzie, których mijali podczas drogi, wypytywali się o wszystko, ale nikt nie zaproponował, że zawiezie ich do szpitala. Po niecałej godzinie, od tego incydentu w wiejskim sklepie rozgorzała dyskusja na temat nieodpowiedzialności Niewidomego. Padały opinie, " Jak on może coś ciąć przecież jest niewidomy", "Taka praca jest nieodpowiedzialna", "No głupi, po prostu głupi, przecież jest masażystą, on rękami pracuje, jak może je narażać na uszkodzenie?", "Za co oni teraz będą żyć?". Panowała ogólna dezaprobata...
Łatwo ludziom było osądzać, bo tak naprawdę nie znali swojego sąsiada. Zaraz po szkole zaczął pracować jako masażysta, był oszczędny i dosyć szybko było go stać na zakup działki na jakimś pipidówku. Zakochał się i chciał wziąć ślub, nie stać go jednak było na zatrudnienie robotników, zatrudnił więc majstra, któremu pomagał, mieszał beton układał cegły, żadnej pracy się nie bał. Po kilku latach postawił dom i wziął ślub z Niewidomą Kobietą, później przyszło dziecko. Zamieszkali razem, ale dom nie był wykończony. On zarabiał najniższą pensję jako masażysta, ona nie dostawała nawet tego z renty socjalnej. Cały czas więc jak odłożył trochę pieniędzy na materiały, lub od kogoś dostał wykańczał dom, to gdzieś wy
lał beton, to położył podłogę, czy pomalował, to znowu ocieplił. Ponieważ nie widział nie robił tego samodzielnie, zawsze jakiś znajomy pomógł Niewidomemu. Żeby oszczędzić zamontował piec na drewno, nic za nie nie płacił, bo zbierał od ludzi stare meble inne konstrukcje drewni, bo własnoręcznie musi ciąć meble i usuwać z nich żelastwo i plastik.
Epilog
Ludzie popsioczyli nad nieodpowiedzialnością Niewidomego i na ty się skończyło. Drewno na zimę Niewidomemu pociął inny Niewidomy.
Musiałem to napisać, bo mam wrażenie,że nasze nadopiekuńcze społeczeństwo zaradność uważa za głupotę. Tak Niewidomy swoją zaradnością się naraża, ale czy w takim razie powinien nic nie robić i żebrać? Najlepsze historie pisze życie, to co napisałem nie jest fikcją literacką. Wy
darzyło się no prawdę.

Komentarze (2)
najlepsze
Jeśli Niewidomy jest dobrze zrehabilitowany to obecnie bez problemów może samotnie poruszać się po lesie wystarczy, że ma GPS (w komórce, lub specjalnie dostosowany do potrzeb niewidomych) i potrafi się nim posługiwać. Oczywiście zawsze może się ten sprzęcik popsuć, lub po wyczerpać się w nim bateria :-) ale gdybyśmy się bali jakiegoś małego ryzyka to nie powinniśmy w ogóle wychodzić z domu...