Znacie osobiście kogoś kto targnął się na swoje życie? Ja o wielu słyszałem, ale osobiście znałem jednego faceta po 50-ce, kolchoznik, od 30 lat na tym samym stanowisku, dwójka dzieci, żona.
Miał zaplanowaną pracę tego dnia w kołchozie i do niego nie dotarł, po kilku godzinach już na 99% byliśmy pewni że gdzieś wisi, następnego dnia znaleźli go w lesie na lince.
Jego żona twierdziła, że dobijało go, że całe życie w jednym kołchozie
to się odgadnij
ONA TRWAŁA NIE DŁUGO NIE KRÓTKO
DLA MIŁOŚCI IDEALNY TO CZAS
NIOSŁA TYLE RADOŚCI CO SMUTKU
I WSZYSTKO W NIEJ BYŁO W SAM RAZ
PRZY CZYM WCALE NIE BYŁO JEJ BRAK
KRZTY GORYCZY CO JAKBY NIE LICZYĆ
NADAWAŁO WYTWORNY JEJ SMAK
COŚ Z POCZĄTKU COŚ Z KOŃCA
TROCHĘ PIEPRZU CIUT MIĘTY
CZEŚĆ DRUG PROSTYCH CZĘŚĆ KRĘTYCH
TROCHĘ PLEW TROCHĘ ZIARNA
TAKA MIŁOŚĆ, TAKA MIŁOŚĆ
W SAM RAZ IDEALNA