Wpis z mikrobloga

@mirko_anonim: Może bardziej w końcówce lat 80. Lata 90. na Ukrainie to czas potężnego kryzysu gospodarczego, załamania się gospodarki, początek bolesnej transformacji gospodarczej, którą, w odróżnieniu od polskiej nazywa się czasem nie terapią szokową, a szokiem bez terapii.

Czy wie ktoś, jak nazywają się lokalne Sebixy na Ukrainie?


@mirko_anonim: najbliżej będzie chyba pojęcie "gopnik".
  • Odpowiedz
@mirko_anonim: z opowieści ludowych to słyszałem, że bieda była aż piszczało. Na wioskach brak bieżącej wody to normalka, facet mi opowiadał, że ludzie beczki na jakichś podwyższeniach stawiali, latem woda się na słońcu nagrzała i tak robili prysznic. Z drugiej strony ten sam facet na początku XXI wieku jeździł tam do pracy jako zwykły robotnik, robili jakieś niemieckie instalacje nawadniające, a firma z Polski miała na to licencje, kładła te
  • Odpowiedz
@mirko_anonim: byłam na Ukrainie jakoś w 98 roku we wsi w okolicach Sambora. Bieda aż piszczała. Pamiętam, że w wiosce w której byłam młodzież miała dyżury na wypasanie krów, bo cała wioska zajmowała się hodowlą krów właśnie. Pamiętam, że jak zapytałam rodziny do której przyjechałam, czy mogę się umyć to usłyszałam, że myją się tylko w soboty. Młodzież w lato chodziła się myć do jeziora. Droga do miasta to była
  • Odpowiedz