Wpis z mikrobloga

@Migfirefox: @minusuj: Pełna historia, w skrócie :

Zaczęło się w październiku... Setki godzin poszukiwań stracone pieniądze i mnóstwo nerwów. Niepewność i załamanie, depresja i zgrzytanie zębami.

Jednak! Udało się. Udało się po miesiącach trudów, poszukiwań i setach
  • Odpowiedz
@Migfirefox: Ueeeeeeee! Piękna machina panie kolego! Jestem po wielu wielu latach zawodowej jazdy na rowerze. Ostatnie lata prof zjeździłem w fabrycznym teamie Author Downhill. Pełen szacun. Piękna maszyna!
  • Odpowiedz
@blubi_su: Widzę, że przed kolegą mogę tylko czapkę z głowy ściągnąć. Jak na razie to tylko kierownicy roweru do DH dotykałem a co dopiero jeździć w jakimkolwiek teamie. A maszyna dobra, na golfa sobie dojadę, 60 km z takim wyposażeniem na plerach przeleci. A jak trzeba to lewym pasem samochody się wyprzedzi :]
  • Odpowiedz
@Migfirefox: Ja juz na rower nigdy nie będę mógł wsiąść niestety. Dlatego z nieukrywaną zazdrością patrzę na twoją wspaniała maszynę. Do końca życia będzie mi brakowało jazdy w lesie, zjazdów i górek. Ale chociaz wspomnienia zostały i możliwośc patrzenia na technikę która tak zapieprza :)
  • Odpowiedz
@blubi_su: Ceny też zapieprzają :( Różnica w cenie pomiędzy Agangiem Gangsta 7.29 z 2011 a z 2012 to 1000 zł był jak kupowałem. Szczęście w nieszczęściu na pół roku przed kupnem potrącił mnie dostawczak jak jechałem rowerem i już starczyło na nową maszynę. Jeśli wolno, co się stało, że koniec jazdy?
  • Odpowiedz
Ostatni swój wyścig rozegrałem na doskonałym Authorze Taboo. Krótka linia eksperymentalna, ale doskonale nadawała sie do ekstremalnego zjazdu. Niestety. Miałem pecha bo jechałem jako pierwszy w zjeździe. Łysica, Góry Świętokrzyskie. Doskonała trasa, ale jeden moment zakończył moją karierę. Zahaczyłem prawym kolanem o występ skalny. Miałem oczywiście ochraniacze, ale... Uderzenie było tak silne że wewnętrzna "łyżka" z aluminium zamieniła się w rydło i wycięło mi łękotkę wraz z 60% rzepki w prawym kolanie.
  • Odpowiedz
@blubi_su: To musiał być dość bolesny koniec kariery. I fizycznie i psychicznie. Ja rowerem jeżdżę wszędzie i jak sobie pomyślę, że coś mogło by mi odebrać tą przyjemność z jazdy to smutno się robi. Zaraz dołożę do mojego mafioza nową lampkę. 36 watów/~2200 lumenów. Efekt mam nadzieję będzie lepszy niż tu.
  • Odpowiedz
@Migfirefox: Whoa! Stary masz światła jak TIR :D Ale światła nigdy za wiele ;) Tak, to było bolesne, fizycznie 1,5 roku rehabilitacji, a i tak nie odzyskałem sprawności do tej pory. A psychicznie, cios. Prosto w potylicę :/ Ale dałem radę :)

Piękna fota btw
  • Odpowiedz
@blubi_su: Foty są pana Jukki Hietala. Były robione w 2010 roku w Finlandii. A światła takie wielkie robię bo po pierwsze dostawczak potrącił mnie bo kierowca rzekomo mnie nie zauważył (2 lampy z przodu), teraz nie będzie opcji, żeby mnie nie zauważyć. Po drugie w lesie nocą lepiej jest mieć coś co dalej świeci, szczególnie jak w losowym miejscu potrafi się pojawić zwalone drzewo. No i po trzecie, lubię elektronikę
  • Odpowiedz