"Z „Dawidem” mieliśmy jedną cechę wspólną – w okolicach Wronek nie

zatrzymywaliśmy się do kontroli drogowej. Wyskakiwał policjant z „suszarką”, a my…

gaz do dechy. Z czasem mundurowi zaczęli przyjeżdżać do klubu i prosić działa czy:

– Niech oni się chociaż za trzy ma ją, nie będzie my dawać mandatu. Ale niech staną!

Raz trafiłem na jakiegoś służbistę, który był chyba nowy w okolicy i nie wiedział, że

Amica kontroluje nie tylko
Co ten Szamotulski z Ledwoniem to ja nawet nie.

a na serio to o ile historia prawdziwa to kawał #!$%@? z Ledwonia był

"...Po meczu, wiadomo, trzeba się odstresować. Mnie dodatkowo urodziła się wtedy

córka, Laura, więc tym bardziej była okazja do świętowania. Wsiadamy do mercedesa,

za kółkiem Adam, po prawej jego kolega, „Pipa”, z tyłu ja i „Czyżyk”. Na stacji

benzynowej – na której trzeba było zatankować nie tylko auto –
Klose to folksdojcz

_Klose to był wtedy straszliwy burak. My, polscy dziennikarze, żebraliśmy o kilka słów. „Panie Mirku, panie Mirosławie”. O Jezu, jaka to żenada była, jakie upokarzające sceny, jakie proszenie się niemal na kolanach o byle prychnięcie do dyktafonu. A on nic. Nawet się nie spojrzy. Podolski zawsze – odkąd tylko pojawił się w reprezentacji Niemiec – podchodził i rozmawiał wyczerpująco, niemieccy dziennikarze krzyczeli: „Lukas, po niemiecku, po niemiecku!”. A on