Przychodzą dwie kury do kościoła. Jedna mówi do drugiej.
- Ty skoczysz, oślepisz go, ja sprofanuję ołtarz
Nazajutrz lokalny ksiądz stracił wzrok. Na ołtarzu nigdy nie oprawiono już mszy. Gdy ksiądz zbliżał się z krucyfiksem z ust i oczu Jezusa buchała krew. Ciemna jak smoła.
Kur nigdy nie odnaleziono. Nie wiadomo co mogło się z nimi stać. Lokalny farmer odmawia komentarza. Wiemy jednak, że nie wykazał braku dwóch kur.
- Ty skoczysz, oślepisz go, ja sprofanuję ołtarz
Nazajutrz lokalny ksiądz stracił wzrok. Na ołtarzu nigdy nie oprawiono już mszy. Gdy ksiądz zbliżał się z krucyfiksem z ust i oczu Jezusa buchała krew. Ciemna jak smoła.
Kur nigdy nie odnaleziono. Nie wiadomo co mogło się z nimi stać. Lokalny farmer odmawia komentarza. Wiemy jednak, że nie wykazał braku dwóch kur.







Czym byliśmy kiedy przyszli po nas. Nie byliśmy tym czym myśleliśmy, że jesteśmy. Byliśmy czymś innym. I oni byli czymś innym. Czymś innym niż myśleliśmy, że są. I my nie wiedzieliśmy jak odnieść się do nich. Byli czymś zupełnie innym niż się spodziewaliśmy. Byli grozą. Czystą, chaotyczną grozą. Teraz wyobraź sobie, że pijesz rano kawę. Obudziłeś się w swoim żałosnym mieszkanku, prawdopodobnie sam bądź z partnerem do którego czujesz jedynie urazę. I