Z cyklu #truestory i #coolstorybro
Tydzień temu piłem ze znajomym na stadionie (takie miejsce, gdzie tłumy osób przychodzi się napić pod chmurką). Wypiliśmy całkiem sporo, no i załączyła mi się faza podrywu. Podszedłem do jakichś sikor, chwila rozmowy no i zaczęliśmy pić wspólnie. Było całkiem miło, tylko znajomy praktycznie nic nie pamiętał z poprzedniego wieczora.
Wczoraj, idąc na wyżej wspomniany stadion, przechodziliśmy koło Biedronki i zobaczyliśmy jedną z tych dziewczyn. Najpierw myślałem, że będzie jakiś przypał, ale okazało się, że się ładnie uśmiechnęła, kiwnęła głową i poszła dalej. Kumpel do mnie:
-
Tydzień temu piłem ze znajomym na stadionie (takie miejsce, gdzie tłumy osób przychodzi się napić pod chmurką). Wypiliśmy całkiem sporo, no i załączyła mi się faza podrywu. Podszedłem do jakichś sikor, chwila rozmowy no i zaczęliśmy pić wspólnie. Było całkiem miło, tylko znajomy praktycznie nic nie pamiętał z poprzedniego wieczora.
Wczoraj, idąc na wyżej wspomniany stadion, przechodziliśmy koło Biedronki i zobaczyliśmy jedną z tych dziewczyn. Najpierw myślałem, że będzie jakiś przypał, ale okazało się, że się ładnie uśmiechnęła, kiwnęła głową i poszła dalej. Kumpel do mnie:
-
























tl;dr - prosto z mostu, to dobre z mostu. chyba zawsze.
Ta nie wie, że mam jej numer. To znaczy wie, ale nie spodziewała się, że użyję, w ten sposób. Po prostu służbowo był mi potrzebny jednego tylko dnia, by znaleźć ją w razie czego.
Tak