Idę ulicą, a tam kuc wychodzi zza rogu. Strachłem srogo. Mierzy mnie wzrokiem i schodzi z drogi - cholera na pewno ma nóż i jest opętany. Nakładam kaptur, żeby nie dostrzegł mojego łysego łba, mogłoby to w nim obudzić agresję. Cholera, mija mnie z odwróconym wzrokiem, pewnie chce wyszeptać tajne zaklęcie.

Jebudu jebnąłem go z ramienia, a on zaczyna uciekać. Pewnie biegnie po diabła. To ja za nim. łapię go ze strachu:

- Dawaj
  • 1
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach