– Amerykańskie tory nie muszą mieć pieczątki Międzynarodowej Federacji Samochodowej (FIA), więc bywało bardzo wyboiście jak na wyścigi bolidami. Do tego krawężniki, wystające studzienki. Pamiętam, że na jednym z ulicznych torów wszyscy łapali się za głowę, gdy zobaczyli, jakie wyboje znajdują się na prostej startowej. My w bolidach prawie leżymy, więc podrzucało nam nogi, a dolne zęby strzelały o górne – mówi Tymek Kucharczyk.
– Amerykanie lubią takie historie. Byłem anonimowy, a zacząłem





























