Chodziłem sobie w okoilicy pralni automatycznej, tam, gdzie kręcą się wszystkie tępawe, głupie blondynki zbierają się po południu. Ja, ubrany trochę jak marynarz, kręcę się w okolicy, starając się zaruchać jakąś patologiczną typiarę. Znalazłem taką i zagaduję: "Siema, co słychać? Miło cię poznać. Chciałbym cię zabrać do Da Grasso na pizzę i szklankę soku, tylko, że nie mam siana i tak już będzie do dziesiątego. Ale w sumie zamierzałem skręcić jointa, tylko,