Jeśli mielibyście podać jeden tytuł, który byłby niejako definicją japońskiej animacji to co by to było? Nie mam na myśli produkcji, która mogłaby być wstępem dla zachodniego widza w ten świat, a raczej coś czego nigdzie indziej na świecie byśmy nie spotkali. Dla mnie jest to FLCL, mocno schizowa opowieść o dorastaniu gdzie mamy zarówno świetną animację jak i wszechobecny u Japończyków motyw zagubionego w świecie nastolatka.
#
animedyskusja