Jest tak: biorę udział w biegu długodystansowym, a jak dobiegnę, robię sobie zdjęcie z literką na koszulce.
Z zebranych literek udało mi się złożyć napis na obrazek, który podarowałem swojemu #rozowypasek na trzecią rocznicę ślubu. 682km biegania (no normalnie #680morswina piechotą).
I teraz mam problem, bo barakuje mi pomysłu na następną literkę, a w ten weekend koleny bieg (100km).
Atencja musi się zgadzać, więc przejmuję wyzwanie od @WesolyMorswin na te 680km* i żeby nie było ściemy będę załączał wyniki z endomondo czy innego gówna (jakiego? ;c) a na koniec trzasne #pokazlydki. Oczywiście nie zrobię 680km naraz, ale dystanse i tak będą duże, po 80-140km.
* - jak bedzie sto plusików, bo jestem atencyjną dziwką i za 15 plusów nie bede pedałował z endo-srendo ( ͡° ʖ
Tak sobie myślę, że @WesolyMorswin to jednak kawał "niesłownego huncwota" (że tak eufemistycznie się wyrażę). Nie chodzi o to, że nie zrobił #680morswina, bo każdemu początkowa euforia może zaciemnić obraz swoich możliwości. #rower na dłuższych dystansach to już nie jest sama radość jak przy przejażdżce z kumplami koło domu. 300km jednego dnia daje porządnie w dupę, 600km na raz to robi np. Wilk - http://wilk.bikestats.pl/1176314,Maraton-w-Radlinie.html a