Do wygrania odkurzacz do klawiatury taki jak na zdjęciu w kolorze żółtym. (real foto w komentarzu)
Zwycięzcę losuję w środę, 24.01 ok. godziny 21:00.
Wysyłka na mój koszt - pamiętaj, że jak wygrasz musisz mi podać jakiś adres ;)
Udział mogą brać prawie wszyscy, bo wiadomo - zielonki dupa cicho.
Zapraszam
źródło: comment_jbK8Pv0x7IHz1EUbmN1kkz25sfoGxKPA.jpg
Pobierz




































Otóż w trakcie studiów działałem w samorządzie studenckim. Z perspektywy czasu sam nie wiem dlaczego, bo pochłaniało to masę czasu, ale wtedy to lubiłem. Organizowałem imprezy, negocjowałem siatkę zajęć z dyrekcją instytutu, a nawet załatwiałem dodatkowe terminy egzaminów, tłumacząc, że skoro nie zdało 80 proc. to znaczy, że egzamin był za trudny (bo przecież to, że studenci są idiotami, nie wchodziło w grę).
I tak sobie byłem w tym samorządzie, rok w rok, aż w którymś roku inna ekipa postanowiła wystartować w wyborach do samorządu. Żadne śmieszki, ludzie zupełnie anonimowi w instytucie.
I wygrali ze mną i ludźmi ode mnie bezapelacyjnie. Ludzie mówili (niekoniecznie do mnie), że nawet dobrze wszystko ogarnialiśmy, ale "warto coś zmienić" i "w tym samorządzie to pewnie wyciągają kasę dla siebie, a wakacje, na których był to z kasy uczelni".
Nowi ludzie przyszli, ale oprócz zrobienia sobie wizytówek z funkcjami (sic!) nic nie robili. No to studenci przychodzili do mnie.
- Ej, aswalt, weź mi pomóż z rozliczeniem.
Btw to prawda, że samorząd studencki to trochę gra w politykę i lekko mafia? (opowiadano mi, że nie można nawet tańczyć z kim sobie chcesz, bo są takie a nie inne układy ( ͡° ͜ʖ ͡°))
Za to przez parę lat działania w samorządzie nie zauważyłem żadnych przekrętów finansowych. To mit, że samorządowcy jeżdżą