@Mandarlin: pro tip graj zawsze w decku jakiś duży spell, fireballa, lighting etc. Życie jest łatwiejsze wtedy. Strzałki w 2019 do koszu. Do Pekki pasuje dobrze hog/ram rider/battle ram. Polecam ostatni odcinek cwa tam jest naj deck z Pekka. Powodzenia.
Uważam, że jeżeli my - bądź to poszczególna osoba, partia, armia albo szkoła - nie jesteśmy atakowani przez wroga, to jest źle, gdyż oznacza to niewątpliwie, że znaleźliśmy się z nim w jednym błocie. Jeżeli zaś jesteśmy atakowani przez wroga, to jest dobrze, gdyż dowodzi to, że ustaliliśmy wyraźną linię podziału między nim a nami. Jeżeli wróg napada na nas zaciekle, przedstawia nas w najciemniejszym świetle jako ludzi pozbawionych wszelkich zalet,
@Formbi: -bo są zmanipulowani przez burżuazyjno-faszystwoską propagandę, -bo myślą, że średnia krajowa to "burżuazja", -bo są gimbusami bez żadnego doświadczenia życiowego, podatnymi na korwinowskie bzdety, -bo mają zbyt wysokie mniemanie o sobie, mimo braku poparcia tego w życiu rzeczywistym (umówmy się, środowisko liberalnej prawicy pełne jest przegrywów) i wierzą w mity self-made mana oraz zostanie paróweczkowym potentatem, wbrew statystykom dotyczącym mikroprzedsiębiorstw, -bo myślą, że zadłużony korposzczur tyrający nadgodziny to człowiek sukcesu i z zawiści chcą spieprzyć życie gorzej usytuowanym pracownikom najemnym, którzy zamiast wyścigu szczurów wolą domagać się swoich praw pracowniczych i poprawy
@Formbi: Ja to bym w ramach szeroko pojętej dekomunizacji, zburzył całą Warszawkę a przede wszystkim, oddał Wrocław i Szczecin Niemcom, bo komuniści tu tego...
@oremio_: można by jeszcze odebrać totalitarne wykształcenie zdobyte w czasach PRL przez ludzi w ramach awansu społecznego oraz zburzyć totalitarne mieszkania zamieszkiwane przez ponad połowę obywateli, szpitale, infrastrukturę, zakłady pracy itd. - chociaż co do tych ostatnich to już osiągnięto spore rezultaty. Byle nie ruszać byłych członków PZPR w obozie rządzącym xD
@Formbi to nie tak. 'Burzujami' za komuny byli partyjni bonzowie. Reszta tych 'wszystkich majacych prace' nie mogla kupic nic za swoje fikcyjne wyplaty. Praktycznie wszystko bylo towarem deficytowym w sklepach panstwowych, lub luksusowym na czarnym rynku ( kosztujac odpowiednio drozej ).
Powstała cała masa książek o cierpieniu żołnierzy i cywilów w Powstaniu Warszawskim. Ale chyba nikt nie napisał jeszcze takiej, która traktuje o strasznym losie zwierząt. To też były OFIARY tej walki, choć główny nurt badań historycznych zdaje się zbywać je milczeniem.
"Głód był niesamowity. (...) zauważyłem kota na Zgoda 4, który się błąkał. Z kolegą, (...), zasadziliśmy się na kota i złapaliśmy. (...) Ponieważ w czasie okupacji chowaliśmy króliki, to mieliśmy wprawę, jak oprawiać kota. (...) Wszyscy się nabijali, że kota... Ale jak potem zaczęliśmy smażyć kota na gęsim smalcu, to wtedy było pełno amatorów" - Jan Sosnowski, ps. „Stefan”.
"Koty często 'szły jako króliki' – z pewnością smakowały inaczej i nie każdy był chętny, żeby jeść kocie mięso. Głód jednak nie wybierał: (…) przechodziłam Marszałkowską przez podwórko i zapachniał cudowny zapach, do tej pory pamiętam, a to był duszony kot" - wspomina Stanisława Tuczyńska, ps. „Inka”.
"Psów po Warszawie błąkało się sporo. Kiedy przyprowadziłem psa, zapytałem, kto z obecnych jest rzeźnikiem. Zgłosił się 'Dolar' ze straży Philipsa. Zobaczywszy psa, wycofał swoją zgodę. Ale w końcu zdecydował się oprawić zabitego przez kogo innego psa. Więc spytałem: a jak ja go zabiję? Mięso było wyśmienite. Początkowo psiego mięsa nie chciało jeść sześć osób, ale później jedli wszyscy" - Józef Gradowski, strażak.
"We wrześniu do naszej kamienicy przyszli jacyś ni to powstańcy, ni to policjanci, raczej ci drudzy, tyłowi, bo choć z rozpylaczami na szyjach, to bez bitewnego kurzu i znoju na mundurach i twarzach. Przynieśli jakieś mięso, niewielkie, obdarte ze skóry zwierzę. Poprosili sąsiadkę, żeby przyrządzić ucztę, bo złapali i ubili królika. Sąsiadka poprosiła, żeby zostawili jej kosteczki dla jej głodującego pieska – jamniczka. Popatrzyli dziwnie, ale natychmiast skwapliwie się zgodzili. Kilka dni później wydało się, że nie królika ubili, tylko tego jamniczka właśnie" - Krystyna Narożna, sanitariuszka.
Ludzie musieli pilnować swoich czworonożnych przyjaciół, by ci nie skończyli na talerzu sąsiada. Jedzono też m.in. gołębie i konie.
#bonzo #clashroyale #patostreamy
źródło: comment_mUKY2hatAqbgo3x07ivc537saA5wXloF.jpg
Pobierz