U pani R. bywam dosyć często. Na jej adres przychodzi korespondencja jej dzieci. Dawno z nią nie mieszkają, w sumie to są już dorosłe, mają swoje rodziny, swoje mieszkania, ale listy przychodzą dalej. Pani R. jest z tego powodu zadowolona, częściej ją odwiedzają.
Pani R. mieszka w starym domu, takim z dwoma wejściami. Jedno od frontu, drugie od tyłu budynku. Piętrowy budynek datowany na 1923 rok, w którym mieszka pięć rodzin, lata swojej świetności ma już za sobą. Gdzieniegdzie pozostały jeszcze fragmenty finezyjnych drewnianych zdobień i resztki zielonej farby, którą pomalowany był dom. Dookoła domu małe ogródki, ławeczka na tyłach i zadbane obejście. Pani R. i jej sąsiedzi mieszkają tam całe swoje życie. Miła, mała społeczność.
@Matjastbg: Dziś w korpo to oczywiście bajka, ale uwierzcie mi, że w wielu mniejszych firmach to by się mogło zdarzyć naprawdę.
Parę lat temu w takiej pracowałem. Moje pojęcie o prawdziwym IT jest zerowe, jednak byłem jedynym młodym facetem w firmie zdominowanej przez kobiety, lub starszych gości, z których nikt nie miał pojęcia, jak w ogóle działają komputery. Pisali dokumenty w wordzie i excelu, wysyłali maile i na tym się ich umiejętności kończyły. A ja nieopatrznie zacząłem pomagać w różnych pierdołach i poszła fama, że się ZNAM...
K---a, jaki to był dramat! Na dokładnie tej samej zasadzie jak w tej paście chodziłem i losowo wykonywałem różne operacje, tu restart, tam reinstalacja itd. Zazwyczaj działało. Ba, firma miała maleńką serwerownię i tam też w końcu musiałem zawitać ze swoimi magicznymi umiejętnościami. Czyli ich brakiem. Tak się jednak złożyło, że metodą prób i błędów udawało mi się zwykle dojść do rozwiązania. Paru rzeczy też się przy okazji
Dzisiaj w pracy obsługiwałam młodą Amerykankę. Standardowe pytania o drogę, przystanki, taksówki. Dziewczyna uśmiechnięta i bardzo miła. Wyciąga pieniądze by zapłacić, patrzę a tu "stare" (wycofane z obiegu kilkanaście lat temu) 50 złotych. Informuję ją o tym a ona wyjmuje 100 złotych też wycofane. Pytam skąd to ma, okazało się, że pan w taksówce wydał jej tymi starociami resztę. Zrobiło mi się tak głupio i smutno... #pracbaza #truestory
Takiego #rozdajo dawno nie było :) jako że w gratisie do telefonów dostałem trochę kart do Sklepu Google Play robię #rozdajo Wśród plusujacych wylosuje dwie osoby za pomocą mirkorandom które dostaną kod na 75 zł i na 150 zł :) ( 1 miejsce 150 zł 2 miejsce 75 zł )
Zapraszam do zabawy :) losowanie jutro o godzinie 23:59 ( 2015.10.22 )
Mirasy - podzielę się z Wami żenującą historyjką z mojego życia. Jako że niedawno w moim mieście otworzono nowy sklep IKEA - postanowiłem zabrać rodzinkę na zakupy (aby wyposażyć pokoje mojej dziatwy szkolnej). Była to nasza pierwsza wizyta w sklepie tej sieci Wcześniej zapoznaliśmy z pięknym, obszernym katalogiem, pojechaliśmy mocno napaleni. Dzieciaki gotowe na przygodę życia, żona podekscytowana (ja też - a co?). No, dojechaliśmy na miejsce - wbijamy na pięto, wózek, gówniaki do wózka, jeden luzem, i na zakupy.
@Cripex: Przecież pdfy z banków są podpisane cyfrowo. Nie można tego złamać. Jeśli nie wiedziałeś o tym i wysyłałeś ludziom na byle jakie potwierdzenie to równie dobrze mogłeś dzwonić i pytać czy wysłali hajs, taka sama pewność xD
Pukam do drzwi. Otwiera mi adresatka, podaje list polecony i karte do podpisu. Nagle pojawia sie maly chlopiec, wygladajacy na pieciolatka. Zerka zza drzwi. Przypatruje mi sie badawczo. Usmiecham sie do niego aby dodac mu troche odwagi, bo ewdentnie wyglada jakby chcial o cos zapytac. Po krotkiej chwili postanowil sie przelamac. - A kim pan jest? - zapytal, czym kompletnie mnie zaskoczyl. - Jestem listonoszem - odpowiedzialem - A ty, kim jestes? Popatrzyl na mnie, popatrzyl na mame, chwile sie zastanowil i odpowiedzial stanowczo:
W ramach mojego pierwszego #gzw organizuję małe #rozdajo gdzie do wygrania jest sos ragù bolognese przygotowany na tę okazję wysłany na mój koszt. Losowanie słoika odbędzie się między ososbami plusującymi ten wpis oraz tymi które mnie obserwują. Dając #sub i plusując ten wpis masz podwójną szansę na wygraną. Losowanie odbędzie się w sobotę 08.08.2015 po godzinie 20. Sam przepis znajdziecie TUTAJ . Powodzenia ( ͡°
jestem właśnie w IKEA i 90% to dialogi typu: Kobieta: to które? czerwony czy niebieski? Mężczyzna: obojętnie.. K: no pomóż mi wybrać. M: niebieskie. K: Niebieskie? Nie lepiej czerwone? No sam zobacz.
@zackson: Dobra taktyka - w przypadku takiego pytania, nie odpowiadaj "obojętnie", tylko wybierz losowo jeden i konsekwentnie się przy nim upieraj, a jak zapyta dlaczego, to odpowiadaj, że ci podoba się najbardziej ( ͡°͜ʖ͡°) Zapobiega to wierceniu dziury w brzuchu, że nie pomagasz, a różowy i tak weźmie ten, który jej się najbardziej podoba ( ͡°͜ʖ͡°)
@zombiag: serio mnie zastanawia jak urządzone jest wnętrze prawdziwego samca alfa takiego jak ty skoro zakupy do domu z partnerką pozbawiają go jąder xD xD xD
Też macie znajomych, którzy wiecznie się spóźniają? Nie tak, że 10-15 minut raz na jakiś czas tylko za każdym razem 45-90 minut? Spotkanie umówione na 20:00, robisz jakieś jedzenie, wszystko gotowe. o 20:30 piszesz sms-a z pytaniem "co i jak" i dostajesz odpowiedź że za 30 minut wychodzą.. Umawiasz się z premedytacja na 19:00 (w domyśle że na 20:00 będą) i o 20:15 sms że idą... No ręce opadają... #takaprawda
@dylann: Tak, w-----a mnie to, IMHO to albo brak szacunku do drugiej osoby, albo patologiczne roztrzepanie. A może jedno i drugie. Może nie czekam za każdym razem aż tyle co Ty, ale minimum 10 min to taki standard.
( #niemoje) Dziecko lat 4 nie oddycha, rodzice reanimują takie wezwanie otrzymaliśmy...zespół P 2-osobowy...
Muszę się podzielić wyjazdem który miał miejsce na jednej z moich nocek... dziewczynka lat 4 nagle w łóżeczku przestała oddychać... takie usłyszeliśmy wezwanie od dyspozytora dla mnie jako ratownika medycznego a zarazem ojca rocznego dziecka zabrzmiało jak wyrok wszystkie myśli przeszły mi przez głowę... od razu jak najszybciej do karetki, czeka nas 10 km droga kolega z pracy gna ile nasza karetka ma mocy ja w tym czasie szykuje sprzęt (Torba reanimacyjna pediatryczna, przeliczanie dawek leku adekwatne do 4 latka - 18 kg, rurka intubacyjna itp, łyżki pediatryczne na zollu - wszystko uszykowane można powiedzieć że jesteśmy gotowi ( ale czy można być w 100 procentach gotowym na taki wyjazd ? )... Jesteśmy na miejscu po 9 min od zgłoszenia zastajemy rodziców na łóżeczku reanimujących córkę (widok jak dla mnie bardzo emocjonalny, łóżeczko, maskotki, wspólne zdjęcia na ścianie, płacz matki...) nie był to łatwy widok dla mnie, pewnie jak dla każdego z nas... ale od tego jesteśmy aby w tych momentach być ostatnim ratunkiem... Szybka decyzja aby dziecko położyć na podłogę, rozcięcie piżamki.. łyżki zapis Asystolia ... kolega szykuje elektrody, wkłucie, leki ja w tym czasie uciskam klatkę piersiową za głowy... proszę po chwili ojca o pomoc aby uciskał klatkę piersiową, adrenalina podana, biorę się za intubacje poszło bez problemu dzięki Bogu (rurka 5 ) uszykowany wlew kroplowy. Po 7 min RKO i farmakologii nadal niestety asystolia po chwili wspiera nas zespół S lekarz zleca dodatkowe leki... ale niestety nie daje to pozytywnego skutku... po 51 min zapada decyzja o zaprzestaniu reanimacji i stwierdzenie zgonu...
Dlaczego o tym pisze ? przez 7 lat pracując w systemie mam po raz pierwszy styczność z NZK dziecka - był to moment dla mnie bardzo trudny w drodze powrotnej do podstacji nie mogłem powstrzymać się od wzruszenia... nie mogę się zgodzić z zdaniem innych ratowników że widzieli wszystko i nic ich już nie rusza... dla mnie to jest nie możliwe każdy z nas ma uczucia
@Korba112: pierwsza reanimacja dziecka w 1998 roku (2lata już pracowałem w wspr w Warszawie na Woli zespół R2) RKO udane, fruniemy na Bielany bo tam mają pediatrie i d--a! pediatrie mają ale eRki dziecięcej nie mają i nie chcą tego dziecka... najbliższy szpital z R w Dziekanowie pod Wawą. Gnamy, chłopak trzyma się! dodam, że wtedy renault trafic stary model max 110 hulał... Dowieziono, zostawiono a dzieciak za godzine został
U pani R. bywam dosyć często. Na jej adres przychodzi korespondencja jej dzieci. Dawno z nią nie mieszkają, w sumie to są już dorosłe, mają swoje rodziny, swoje mieszkania, ale listy przychodzą dalej. Pani R. jest z tego powodu zadowolona, częściej ją odwiedzają.
Pani R. mieszka w starym domu, takim z dwoma wejściami. Jedno od frontu, drugie od tyłu budynku. Piętrowy budynek datowany na 1923 rok, w którym mieszka pięć rodzin, lata swojej świetności ma już za sobą. Gdzieniegdzie pozostały jeszcze fragmenty finezyjnych drewnianych zdobień i resztki zielonej farby, którą pomalowany był dom. Dookoła domu małe ogródki, ławeczka na tyłach i zadbane obejście. Pani R. i jej sąsiedzi mieszkają tam całe swoje życie. Miła, mała społeczność.
Na
no offence, just heheszki :)