Właśnie skończyłem czytać 2 najgorsze książki w moim życiu, to jest: Obcy w obcym kraju (650 stron) i Taktyka Błędu (277 stron). Często bywa z książkami tak, że trzeba się z nimi zaprzyjaźnić na siłę, bo początek jest surowy, bezbarwny i na ogół pomału się rozkręca. Jestem o tyle rozczarowany, że są to książki, które przeczytałem z polecenia Remigiusza Maciaszka (RockAlone2k), więc nastawiałem się że będą to solidne pozycje, tymczasem od deski do deski nie odczułem, żadnej przyjemności z czytania. Tak więc w mojej skromnej opinii, w literaturze nie ma miejsca na gatunek science fiction.








Komentarze (19)
najlepsze
btw w polsce są świetni pisarze sf, nie ma się czego wstydzić. może poza tymi, którzy nie wiedzieli co piszą ;)
I taki wniosek wyciągasz na podstawie zaledwie 2 książek?
"Błądzenie jest rzeczą ludzką, ale dobrowolne trwanie w błędzie jest rzeczą diabelską." — Św. Augustyn
aaa wraca moda na SF, bo wracają lata 90 hm zacznij od współczesnych, w miarę nowych, mindfucków hm hyperion, ślepowidzenie, neuromancer, gra endera etc a potem wskocz na głęboką wodę i przeczytaj wehikuł czasu . wrócisz do 90 albo zostaniesz w kiepskiej literaturze lat
ostatnia, którą kupiłem i czytałem gibsona to wypalić chrom, zbiór opowiadań.
ps2. jest taka fajna scena w se7en, gdy
'gra endera' jest prologiem i na dzień dobry i tak, dostajesz kopa w brzuch, widząc, być może siebie jako , najsłabszego dzieciaka w szkole, który wpierw musi poukładać świat dookoła siebie, rówieśników, a potem rozpętać piekło.
ps. film słaby, nawet w małej części nie oddaje istoty książki. pomijam wiek bohatera ;)
ale film był faktycznie kiepski XD
Komentarz usunięty przez autora