Wpis z mikrobloga

Mireczki mam taką rozkminę odnośnie #apokalipsa
Jeżeli jestem niewierzący i po śmierci nie wierzę ani w niebo ani w piekło, to co dla mnie ma być za różnica, czy zginę od ognia zstępującego z nieba wraz z jakimiś jeźdźcami na koniu, umrę od plagi czy zabiją mnie hordy zombiaków?
Jeżeli nie wierzę to śmierć dla mnie jest śmierć. Można jedynie stopniować mękę przed samą śmiercią ale apokalipsa nie mówi nic o rządnych tortur sadystach zdzierających skórę z każdego człowieka przez długie miesiące, a o masowej i nagłej zagładzie ludzkości. Taka sama śmierć jak wpadnę pod samochód jak i gdy spadnie na mój kraj meteoryt.
Owszem, umierając grupowo w apokalipsie pewnie w ostatnich chwilach życia można mieć milion różnych dziwnych myśli, że to już ostateczny koniec i nic po nas nie będzie, ale co to zmienia?
Po prostu z mojej perspektywy świadomość się wyłącza i dla mnie każda śmierć człowieka to osobista apokalipsa. To już po takiej apokalipsie bardziej #!$%@? mięliby Ci co przeżyją, bo będą musieli rozkręcać na zgliszczach całą cywilizację od zera i zdobywac pokarm czy schro0nienie jak ludzie pierwotni. Tylko ludzie pierwotni nie znali innego świata a postapo rozbitkowie będą mieli wspomnienia o świcie z Internetem, supermarketami, samochodami na prąd czy ropę oraz prawie które obowiązywało na terenie państw i miast i które było przestrzegane. I mając to wszystko z tyłu głowy będą zmuszeni przez apokalipsę do polowania na szczury czy zbierania deszczówki do misek wszędzie chodząc z nożem dla bezpieczeństwa bo całą cywilizacyjną infrastrukturę szlak trafi.

#bekazkatoli #religia #kiciochpyta
  • 2
dla mnie każda śmierć człowieka to osobista apokalipsa


@amstaf01: każdy będzie miał swój koniec świata

Tylko z punktu widzenia religii, to że Ty w to nie wierzysz to nie znaczy że Cie to nie spotka i po śmierci będziesz cierpiał piekielne męki całą wieczność.