Wpis z mikrobloga

#anime #animedyskusja

https://myanimelist.net/anime/46095/Vivy__Fluorite_Eyes_Song

Vivy -Fluorite Eye's Song-

Anime o robo-idolce? Hatsune M*ku/Terminator crossover episode? ( _)

Nasza bohaterka jest robotem śpiewającym o znikomej popularności, występującym na malutkiej scenie w parku rozrywki. Wszystko się zmienia, gdy wgrywa jej się "wirus" z przyszłości. Taki dosyć nietypowy, bo oznajmia jej, że trzeba uratować świat, a najlepiej zacząć za jakieś dwie minuty, bo zaraz będzie miał miejsce w tym parku zamach na polityka. W tym momencie zaczyna się trwająca dla Vivy kilka dziesięcioleci próba powstrzymania zagłady ludzkości.

Pierwsza - najważniejsza - sprawa, sfera wizualna. Kiedyś na wykopie ktoś wrzucił wpis jakie to Vivy jest ładne. O zgrozo, załączył wtedy wrzutkę z chyba absolutnie najgorszym fragmentem w całej serii jaki tylko można było znaleźć. Próba nie najlepsza ale fakty są niezmienne - jak na serię TV to VIVY jest śliczne. Co ciekawe, występują tutaj trzy style graficzne. Oprócz podstawowego występującego w większość scen statycznych i dialogów, w scenach akcji regularnie wchodzimy w tryb "podniesionej jakości" a nawet coś jeszcze lepszego(!) - pełnie CGI. Ilość szczegółów w takich scenach walk jest niesamowita - ruch ubrań, mimika, nawet ruchy gałek ocznych. Jest co oglądać.

Ten tytuł byłby fantastycznym sci-fi akcyjniakiem z potencjałem na 9+/10, no ale pan Japończyk musiał zrobić po swojemu wylewając idolkowe s----------e. Nie sposób mi nie porównać Vivy do innego tytułu studia Wit - Kabaneri of the Iron Fortress. Tam też pierwsze odcinki oglądałem obgryzając paznokcie na brzegu fotela, a ostatnie dłubiąc wykałaczką w zębach zastanawiając się co jutro zjem na obiad.

Moje obawy co do muzycznego aspektu serii były w 100% uzasadnione. Dopóki karaoke było trzymane na wodzy i w niewielkim stopniu wpływało na wydarzenia na ekranie, nie miałem żadnych zastrzeżeń. Taki dodatkowy smaczek przewijający się w tle. Niestety, z czasem proporcje się zmieniają. Łapiemy przy tym straszny dysonans - mamy raczej mroczny tytuł pełen śmierci, trudnych wyborów i traum, a tu nagle wchodzi ktoś i mówi "hola hola, starczy tego dobrego, czas na śpiewanko i moc przyjaźni". Po tym co serwuje nam kilka pierwszych odcinków taka wstawka drażni niczym ciało obce w ranie.

Mimo wszystko zachęcam do obejrzenia - nie dla piosenek (typowa wypadająca z głowy po 5 sekundach idolkowa sieczka) czy fabuły, ale dla świetnej akcji i prawdziwych "cool" scen, a nie takich tryhardujących jak w God Eaterze.
  • 7
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach