Drodzy mirkowie. Podczas swobodnego spaceru po ulicach zamojskiego nowego miasta przytrafiła mi się taka oto historia: orzech spadł mi na łeb. Po chwili niezachwianej kontemplacji uzmysłowiłem sobie iż coś jest nie tak z porą roku oraz faktem że mijałem właśnie drzewo poniekąd kasztanowe. Wy już z pewnością domyślacie się już co się wydarzyło. Tak, macie rację- winowajcą była wrona. Nikczemnik niósł w perfidnej mordzie orzecha typu włoski i zrzucił go centralnie na
  • 2
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach