Przyśnił mi się niedawno Krzysztof Gonciarz.
Ubrany był w białą szatę i sandały z dębowej kory. Nad jego głową unosiły się kwiatostany sakkury trzepoczące skrzydłami brzęczki.
Spacerowaliśmy przez Shibuyę rozmawiając, gdy nagle wyciągnął do mnie rękę na zgodę i zażądał bym go przeprosił. Chciałem krzyknąć, że nigdy tego nie zrobię, ale nie mogłem wydobyć z siebie głosu.
Powtarzał spokojnie: Przeproś za swoje wpisy.
Była 3:33.
Tamtej
Ubrany był w białą szatę i sandały z dębowej kory. Nad jego głową unosiły się kwiatostany sakkury trzepoczące skrzydłami brzęczki.
Spacerowaliśmy przez Shibuyę rozmawiając, gdy nagle wyciągnął do mnie rękę na zgodę i zażądał bym go przeprosił. Chciałem krzyknąć, że nigdy tego nie zrobię, ale nie mogłem wydobyć z siebie głosu.
Powtarzał spokojnie: Przeproś za swoje wpisy.
Była 3:33.
Tamtej

























co najlepsze zwyrol podpatrzył u baxtona śliskie triki i najpierw udawał że ok są, że nawet sprzyja kukoldowi, że go rozumie itd (na live takie p---------e jakby obrał jego narracje) - i czekał tylko by na żywo go zdyskredytować