Nie zmienia to faktu, że w latach 2008–2010 stało się coś bardzo ważnego. Obywatele demokratycznych zachodnich społeczeństw po raz pierwszy mogli tak wyraźnie zobaczyć, że hasło „socjalizm dla bogatych, wolny rynek dla biedaków” nie jest tylko zabawną dykteryjką wymyśloną przez kilku szurniętych radykałów, lecz całkiem trafnym opisem reguł panujących we współczesnych liberalnych demokracjach Zachodu. W których ekonomiczna rzeczywistość jest taka, że słabi muszą się boksować z obiektywnymi ekonomicznymi koniecznościami, widmem bankructwa swojej