Gdzie się podziało ostatnie 5 lat? Nie pojmuję tego. Ledwo się przeciez zaczął covid, a za chwilę będzie szósta rocznica. Nawet tego zabardzo nie odczułem, bo i tak nie wychodzę z domu. A czas zleciał nieubłagalnie. Nie wydarzyło się w moim życiu nic. Znajomych nie mam, są tylko wspomnienia. Marnym pocieszeniem jest to, że znam takich, co skończyli o wiele gorzej (ciężka choroba). EHh. Cierpię gnijąc nieskończenie. A na horyzoncie nie widać

ToJestNiepojete




















