Piątki przed urlopem powinny być ustawowo zakazane. Serio…
Nie wiem, czy to tylko ja mam takie szczęście, ale prawa Murphyego przed KAŻDYM moim urlopem turlają się ze śmiechu po podłodze. Różowa to zaczyna już podejrzewać, że ja celowo te fuckupy generuję, żeby ona mogła biegać jak kot z pęcherzem, pakując walizki kiedy ja siedzę przyklejony do klawiatury…
Niestety trochę za dużo się ostatnio dzieje i nie mam czasu na bieżąco dzielić się kilometrami. Ale zapowiada się lekkie rozluźnienie, żeby nie powiedzieć, że rozwolnienie więc będzie czas i pojeździć i popisać, zwłaszcza że w najbliższy weekend jakieś małe (moje pierwsze)
@PrzekliniakCQ: No ja 200 też jeszcze nie jechałem. Zobaczymy co z tego wyjdzie - jadę w ramach przygody i sprawdzić się czy dam radę. W razie czego możecie moje truchło gdzieś z krzaków zbierać - łatwo po wąsach poznać ( ͡º͜ʖ͡º) I stravę mi spauzujcie!
Zeszło-poniedziałkowe pracdomy zaplątały się do poprzedniego wpisu i to na dodatek całkiem bez komentarza. Może to i dobrze, bo generalnie włączył się wtedy jakiś “depreche mode” - nawet na zdjęcia nie chciało mi się zatrzymywać. Jasne się stało, że kolejnego dnia trzeba było sobie jakoś humor poprawić. Jak pomyślałem tak
W tym momencie, na poprawę humoru wkracza on - @AbaddonLincoln - i nieznoszącym sprzeciwu głosem (właściwie to tekstem) oznajmia, że w weekend jedziemy na Warkę
W przeważającej większości to prac-domy, w ramach walki z rutyną urozmaicone wędrówkami po Warszawie w poszukiwaniu ciekawych miejsc. Mówili, że jak zrobią metro to będzie bliżej i szybciej a mnie się droga do pracy ciągle
A taką fajną wiosnę mieliśmy pod koniec marca, to musiał przyjść on: kwiecień-plecień w mordę kopany… Człowiek spokojnie zaczyna sobie tydzień kawą w ulubionej kawiarni, by chwilę potem wjechać w śnieżycę… Ja się pytam gdzie był ten śnieg jak ja rano prognozę sprawdzałem. Ale patrząc po ubiorach rowerzystów, to nie tylko ja byłem zaskoczony tym fikołkiem
Specjalnie czekam do poniedziałku z relacją za poprzedni tydzień, żeby weekendowy ruch na tagach się przewalił ;)
Po całym tygodniu pracdomów, których nazbierało się coś koło 200km należało w weekend trochę odpocząć, więc - znowu wsiadłem na rower. Tym razem jednak rodzinne
Tydzień temu darowałem sobie zasilanie #rowerowyrownik bo w sumie niewiele się zadziało. Zebrałem zatem kilometry z dwóch ostatnich tygodni i niniejszym dorzucam do ogólnej sterty.
Jeden, jedyny dzień w poprzednim tygodniu, kiedy wygrałem ze swoim leniem i pojechałem do
i już po 30km walki z płaskim piachem, piachem na podjazdach, piachem na zjazdach, piachem urozmaiconym korzeniami i korzeniami urozmaiconymi piachem wyjechałem z lasu w Warszawie
Upały niestety zelżały co (wbrew opinii mojej żony) oczywiście nie jest żadnym powodem, żeby nie jeździć na rowerze. Tak więc w tygodniu nabijałem licznik “pracdomami”, które zaczynają przypominać dzień świstaka - nawet fotki takie same. Chyba muszę znowu zacząć urozmaicać trasy zbieractwem małych kwadratów, tylko coraz mniej ich “po drodze” już jest…
Po chwilowej przerwie z okazji ferii, kiedy to narty - zupełnie nieudolnie - próbowały zastąpić mi kręcenie na rowerze, wróciłem do szarej rzeczywistości. W związku z tym wrzucam ostatnie dwa tygodnie na raz.
Tym razem dość nudne prac-domy, plus jedna niedzielna przejażdżka żeby maksymalnie wykorzystać okienko pogodowe,
Natłok różnych zajęć oraz totalny brak weny i chęci spowodował, że dopiero w piątkowy wieczór udało mi się zebrać pierwszy raz w tygodniu na rower. Jak na nocnego marka przystało wybrałem się na zwiedzanie Marek - nocą. Cel, połatanie lokalnych kwadraciątek, wykonany w 100%. Przy okazji zaliczona, druga już w tym roku, gleba. Tym razem na zamarzniętych błotnych koleinach…
Po jakże ciekawych przygodach z 10 dnia miesiąca związanych z pewnym zgromadzeniem religijnym, wtorek obudził Warszawę temperaturą dochodzącą do -8 stopni Celsjusza. Ale jak mawiają południowo-afrykańscy szamani: „Isuphu yenkukhu” - czyli nie ma złej pogody na rower. No dobra, sprawdziłem i „Isuphu yenkukhu” tak naprawdę znaczy „rosół z kury”, co nie zmienia faktu, że w kwestii rowerów szamani
Kolejne kilkadziesiąt kilometrów nie działo się nic specjalnego poza urokliwym wschodem słońca, ćwierkaniem ptaków i delektowaniem się prawie pustymi asfaltami i zmrożonymi u-----i
W zeszłym roku jakoś zaniedbałem się z regularnym wrzucaniem km na #rowerowyrownik, ale nowy rok = nowe rozdanie. Dlatego proszę bardzo - mój wkład na początek tego roku.
Rowerowanie anno Domini 2022 rozpocząłem od płynnego wjazdu w Nowy Wał, czyli dwa pracdomy (21 + 22 - w tę i nazad). Obydwie jazdy zdecydowanie płynne zarówno pod
idealne 55km, charakteryzujące się perfekcyjnym stosunkiem asfaltów do leśnych szutrów, przyprawionych szczyptą ujebów i nowymi kwadratami jako „side dish”
@UszneStopery: dokładnie tak, jak napisał @fonfi - uchwyt wydrukowany, bo chciałem czegoś co nie będzie mi szpecić kierownicy i jednocześnie nie będzie wyglądać jak kloc ( ͡°͜ʖ͡°)
Z okazji miesiąca LGBT+ pojechaliśmy (we dwóch chłopa, a jakże) pooglądać facetów z ogolonymi nogami do Góry Kawiarni - czyli mekki wszelkiej maści warszawskich kolarzy - tych mniej i bardziej pro. Podziwiając widoki popijaliśmy ciacho i przegryzaliśmy mrożoną kawę. Całkiem przez przypadek spod domu i z powrotem wyszła równiuteńka setka
Pierwszy raz zaatakował mnie pies na rowerze. To znaczy ja byłem na rowerze, nie on. I to w centrum miasta (no prawie bo na Ursynowie). I nie to, że jakiś kieszonkowy jajnik czy chociaż "mały, biały dupelek" - bydle jakieś niczym Śliniak z "Rodziny Zastępczej". Tak zacięty, że nawet przy 40km/h
@fonfi: to normalnie na SM, mówisz że pies bez smyczy i kaganca cie zaatakował, baba dostaje karę, a ty masz zaliczony dobry uczynek na resztę dnia. Nie ma nic gorszego niż psiarze którzy nie trzymają swoich puszkow na smyczy.
Jakieś wycieczki, pracdomy i przede wszystkim pierwsza wycieczka córy na szosie, na razie wypożyczonej na próbę. Małpa tak się teraz napaliła na taki rower, że teraz mi non stop głowę suszy i ciągnie do sklepu - co ja najlepszego uczyniłem... ( ಠ͜ʖಠ) Tak, że taki mini #wykoptribanclub
@AbaddonLincoln: Ty możesz mieć nawet rację :D Nie wiem skąd mi ta Kobyłka weszła, może przez chorobę i wysoką gorączkę. Tak więc kajam się i potwierdzam - Kobiałka.
Pierwszy raz zawsze boli... Oczywiście klasyk. Wyjebka pod samym domem, przy prędkości 0km/h sięgając ręką do furtki osiedla. Jak prawa noga wypięta, to gleba na lewą stronę... (╯͠°͟ʖ͡°)╯┻━┻
Piątki przed urlopem powinny być ustawowo zakazane. Serio…
Nie wiem, czy to tylko ja mam takie szczęście, ale prawa Murphyego przed KAŻDYM moim urlopem turlają się ze śmiechu po podłodze. Różowa to zaczyna już podejrzewać, że ja celowo te fuckupy generuję, żeby ona mogła biegać jak kot z pęcherzem, pakując walizki kiedy ja siedzę przyklejony do klawiatury…
źródło: comment_1656855841fYelQQhUgpm3fvNebKV0pT.jpg
Pobierzźródło: comment_1656855927FT8YjYvNINoFbDL4F8xyGJ.jpg
Pobierzźródło: comment_1656855967IZRAW1HJTrWSUzK1tj78tY.jpg
Pobierz