Dzień 60, Weekend mocno zmarnowany - to, że wypadłem z rytmu to nie ma o czym dyskutować natomiast aura nie pomaga. W ciepłym było zdecydowanie łatwiej. Żeby sobie ułatwić zaplanowałem co zrobię jutro. Zdrowe odżywianie dalej na zero...
Dzień 58, Trochę się zaniedbałem, ale wracam. Nawyk zdrowego odżywiania niestety zaniedbany jakieś 2 tygodnie temu - lecimy z nim od nowa. Cele sportowe realizowane na bieżąco. Cele finansowe również.
Wstałem wyjątkowo wcześnie, bo mnie syn obudził wtryniając na się do łóżka... Zadzwonił zegarek, poszedłem na górę, patrzę a tu 4:05 :o No tak. "Smart alarm" wykrył mocniejszy ruch i uznał, że już się rozbudzam więc zawibrował pół godziny wcześniej...
Myślałem czy nie pobiec, ale uznałem, że trzeba ogarnąć koty. Kuweta do posprzątania, miski do napełnienia... dobrze, że młoda i stare zaczęły się jakoś w miarę dogadywać (pic rel).
Mam ogromny problem z organizacją czasu i samodyscypliną. Marnuje ogrom czasu i nie rozwijam się co wpędza mnie w jeszcze gorszy stan zawieszenia i braku motywacji.
Sprzedajcie mi jakieś protipy jak to wszystko (życie) ogarnąć... Próbowałem już aplikacji w stylu #habitica, która pozwala odhaczać codzienne zadania i nawyki. Niby pomagało, ale na krótki okres czasu - do pierwszego nieprzewidzianego wypadku, po którym całkiem zapominałem o apce. Próbowałem także 3miesięcznego
Mirki i Mirabelki. Udało mi się spełnić jedno ze swoich marzeń. Ukończyłem Ultra Trail du Mont-Blanc, ultramaraton wokół masywu Mont Blanc. 170 kilometrów, 10000 metrów przewyższeń, trzy kraje: Francja, Włochy, Szwajcaria, prawie dwie doby na nogach bez snu. Zdecydowanie było warto! (✌ ゚ ∀ ゚)☞...
Ok, idę w dobrym kierunku. Jutro taki mały test - chce odzyskać godziny z popołudnia więc spróbuję przestawić się na poranne treningi - może to być ciężkie biorąc pod uwagę mój zegar biologiczny. Pobudka - punkt 6:00
Kolejny dzień z rzędu udało się sensownie wstać i wyruszyć o 4:45 i to mimo że głupie sierściuchy polazły na pole i nie miały jak mnie obudzić xD Jednak motywacja by nadrobić parę kilometrów była silniejsza od snu...
Oczywiście czarno jak w dupie, ale przynajmniej ciepło bo niemal 16°C i wiatru mniej niż zero. Udo daje popalić i już nie bardzo chciało mi się walczyć o tempo -
Dzień 36, czuje, że tracę siłę rozpędu. Założenia spełniam, ale potrzebuje jakichś dodatkowych bodźców. Skąd taki wniosek? Widzę spadającą częstotliwość wpisów tutaj, a wiem jak to się kończy kiedy przestaje pisać.
20/210
14km trucht
23/210
źródło: comment_LtxpRNsZ9K3UyAQFoL3ujYtKHzV03Hsw.jpg
Pobierz