Nie mogę powiedzieć, żebym nie liczył na to, iż płynący na potężnej fali hype’u Irlandczyk okaże się filmowym monumentem i kolejnym wielkim dziełem Scorsesego. I podczas seansu nawet się na to zapowiadało. No, ale niestety - ostatecznie kilka rzeczy zdrowo nie wyszło.
+najmocniejszy atut, czyli De Niro i Pacino w obsadzie. Obaj panowie mają niesamowitą charyzmę mimo ładnych paru lat na karku. Joe Pesci to Joe Pesci, znów
Ja tutaj w kontrze, gdyż pomimo tego, że film trwa 3,5h i generalnie akcja płynie powoli i spokojnie, brak jest dynamicznych scen i szybkiego montażu, to wielki szacun dla Scorsese, że udało mu się wycisnąć takie napięcie z tej emeryckiej opowiastki.
Obejrzałem na raz, ani razu nie poczułem znużenia, a z każdą minutą film angażował mnie coraz bardziej. Na końcu nawet pomyślałem sobie coś w rodzaju "nie obraziłbym się
Filmy od twórców Nietykalnych – dla mnie najlepszego filmu dekady – biorę w ciemno i z pełnym zaufaniem, jak lekarstwa od Matuli. Tym razem Nakache i Toledano opowiadają o dwójce kolesi, którzy prowadzą organizacje non-profit wspierające dzieci z różnymi odmianami autyzmu.
+historia oparta na faktach, ale opowiedziana w ciepły, acz niepozbawiony pewnej dosadności sposób. Na pewno nie jest to kolejny cukierkowy film w stylu amerykańskim. +Vincent Cassel w bardzo ludzkiej roli,
@Sepecha: Nie rozumiem fenomenu Nietykalnych (ale jestem akurat człowiekiem bez serca, bo "Zanim się pojawiłeś" też mną nie wstrząsnął). Ok, świeża historia, film dobry technicznie, ale żeby najlepszy dekady?
@cynical_motherfucker: Jeżu, gdzie?! Daj mnie te tytuły, jeszcze dzisiaj do nich usiądę! Ale poważnie - no właśnie, dla mnie jest feel good movie, prosta historia o prawdziwej przyjaźni, ale jednocześnie tak zwyczajnie ludzka i niewiarygodnie ciepła, plus idealny dobór aktorów do głównych ról i jeden z najpiękniejszych soundtracków. Einaudi kupił mnie całkowicie. Ale nie tylko. Scena z paralotnią, jak i same intro na swój sposób mnie hipnotyzują. Może to po
@Ghost2: nie powiedizalbym, mi sie podobal, glownie ze wzgledow ktore przytoczyl OP. Jesli cos sie dobrze oglada, a po seansie wychodzi sie ukontentowanym to znaczy ze film jest dobry.
Dziś na tagu nietypowo, bo na warsztat wezmę mockument Scotta Aukermana na podstawie najlepszego "talk show" w tym układzie słonecznym. Serdecznie polecam, nikt tak pięknie nie drze łacha z gwiazd Hollywood, jak Zach Galifianakis.
+humor, bardzo specyficzny, sceny wywiadów bezcenne, żarty z Paula Rudda, Brie Larson i Benedicta Cumberbatcha najlypsze :3 +Zach Galifianakis ma w sobie coś z Michaela Scotta, plus ma świetną mimikę, przezabawny koleś
Spoilery do Blade Runner 2049, do tej wizualnej perełki. Kinowe giki, pamiętacie tę scenę, gdzie Ryan spotyka wielki holograficzny model panienki, którą wcześniej "zgniótł" obcasem laczka jakiś łotr? Poruszająca i przepiękna scena, jak dla mnie jedna z najlepszych z całego filmu. I w ogóle cała relacja naszego bohatera z hologramem jest zaskakująco tragiczna i przejmująca (w roli babki Ama de Armas). Ale jakby się tak zastanowić, w zasadzie dziwne, że przy takiej
@Sepecha: przecież była o tym rozmowa w filmie, ktoś z nich powiedział że jak to urządzenie się zepsuje to straci tę dziewczynę na zawsze, "tak jak prawdziwą"
Mam nadzieję, że Naród Wybrany nie nazwie starego Sepechy antysemitą, ale muszę przyznać, że Wilkołak na łopatki bynajmniej nie rozkłada. Mało tego - ubiegłoroczny owoc rodzimego kina trafił do mojej filmoteki na przytulną półkę średniaków. W skrócie, wyzwolone z obozu dzieci kryją się w opuszczonym dworku, ale nagle z lasu wybiegają nazi owczarki i robią oblężenie.
+ciekawe ukazanie psychiki dzieci po koszmarze obozu +kilka fajnych ról, w tym Danuty Stenkee,
@Wysu Mojemu najwierniejszemu Czytelnikowi powiem, że owszem, jest taki film i jak najbardziej można obejrzeć, ale nie jest to połączenie Listy Schindlera i Wilka z Nicholsonem, a jedynie średniak.
Historyczne giki, 11 września pośpieszyłem do kina na seans Midway - filmowej laurki amerykanckich bohaterów i artystycznej rozpierduchy od Rolanda Emmericha, twórcy Dnia Niepodległości. Tym razem Willa Smitha i kosmitów nie było, ale dostaliśmy za to wybuchy, samoloty, lotniskowce i pikowanie, dużo, dużo pikowania.
+sceny batalistyczne, mmm, ależ widowisko, mocne 7 w skali Baya, dynamiczna praca kamery i błyskawiczna akcja, czuć każde pier#olnięcie +Woody Harrelson, jak wiele daje ten gość każdej
Po Planecie Singli 2, która była dnem den, trójce nietrudno było się odbić od tych zwałów filmowego gówna. Ale to nie oznacza, że od razu da się to oglądać. W skrócie - tym razem młodzi, piękni i bogaci przyjeżdżajo na wieś braść słub, ale wsioki im przeszkadzajo i jest mnóstwo zabawnych sytuacji, bo hehe miastowe przyjechaly i nie znajo życia.
Fala krytyki i słabe wyniki oglądalności sprawiły, że po Dark Fate spodziewałem się crapa na miarę Genisys. Jak wielkie więc było moje zaskoczenie, gdy (teoretycznie) szósty Terminator przyniósł mi ponad 2 godziny pierwszorzędnej zabawy! Nie wierzcie tym ścierworecenzjom, bo jeżeli ja - Sepecha - umieściłem DF na trzecim miejscu wśród najlepszych Terminatorów, coś ewidentnie jest na rzeczy!
+nareszcie! Bohaterowie zyskali nieliche tło i oddzielne historie. I cyk, do
@CKNorek Szczerze mówiąc, 7.5 to raczej niepopularna ocena, nie wiem czy to nie przez tę nagonkę i określanie filmu feministycznym pomnikiem i batem na mizoginów. Czy ja wiem, powiem tyle, że w filmie ktoś nie był w stanie otworzyć drzwi, więc poprosił o to kogoś innego... Jeżeli już doszukujemy się symboliki w każdym kadrze.
Jeżeli już doszukujemy się symboliki w każdym kadrze.
@Sepecha: Dlaczego w każdym? Taki cpt Marvel robił to w co drugiej scenie. Poza tym jest różnica między w budowaniu narracji silnej postaci, a silnej postaci, bo inni są słabi, jak to teraz jest modne w hollywood.
Na tagu po raz pierwszy pojawia się serial. Netflixowy ośmioodcinkowiec Living with Yourself to historia anonka w średnim wieku, który musi radzić sobie z depresją i... własnym klonem, który nagle zjawia się w jego życiu. Teoretycznie komedia, praktycznie smutny i bardzo życiowy serialik.
+znakomity Paul Rudd w dwóch kreacjach tej samej osoby w wersji zmęczonej życiem i tej, która dopiero je rozpoczęła +i tu fajne ukazanie kontrastu między
The Shed to jeden z tych filmów, których trailer: a) przedstawia wszystkie ,,najlepsze" sceny i b) jest lepszy od samej produkcji. A w skrócie to film o gimbusie, co ma w szopie potwora i ludzie zaczynają ginąć w tej szopie. Więcej chyba nie muszę mowić, ale powiem.
+jedyny, debilna scena rzutu nożem, tak idiotyczna, że aż miło
Jeśli chodzi o polskich twórców wiecznie jadących po bandzie, na myśl przychodzi głównie Smarzowski. Komasa natomiast to taka jego wersja lite, Sala samobójców i Miasto 44 były dobre, ale w przeciwieństwie do takiego Kleru, nie sprawiły, że rodakom w kinie pękły dupska. I cóż, Boże Ciało również tego nie sprawi.
+młody Bielenia winduje ten film wysoko ponad dzwony kościelne, narawdę imponująca kreacja +bez ogródek mówi o przywarach polskiego społeczeństwa
Jak po dziesięciu latach głodówki Matuchna da Wam żryć kotleta, to będzie ów kąsek smakował nieziemsko, choćby i był odgrzewany. Tak samo jest z Zombielandem - Fleischer zostawił nas w poczuciu niedosytu na całą dekadę, a Double Tap jest długo oczekiwanym mięskiem. I powiem jedno - niebo w ziemi!
+Woody Harrelson jako Tallahassee jest niezmiennie przezabawny i znów stanowi najjaśniejszy punkt filmu +humor - w ogromnej ilości,
@Sepecha: Nie powiedziałbym że Emma odstaje poziomem od innych, po prostu jest jej trochę mniej na ekranie i dlatego może się tak wydawać. Ewentualnie to ja p------e kocopoły bo dawno to oglądałem.
@Wysu Napisałech, że przy OS jest deczko przygaszona, ale nie był to też jej najlepszy występ. W La La Land czy Faworycie całkiem inne kreacje, ale fakt, tam miała główne role :)
Ja tutaj w kontrze, gdyż pomimo tego, że film trwa 3,5h i generalnie akcja płynie powoli i spokojnie, brak jest dynamicznych scen i szybkiego montażu, to wielki szacun dla Scorsese, że udało mu się wycisnąć takie napięcie z tej emeryckiej opowiastki.
Obejrzałem na raz, ani razu nie poczułem znużenia, a z każdą minutą film angażował mnie coraz bardziej.
Na końcu nawet pomyślałem sobie coś w rodzaju "nie obraziłbym się