Idę sobie promenadą, siadam w ogródku jednego z lokali i czekam na obsługę. Z tyłu były postawione jakieś prywatne maszyny do łowienia pluszaków na 2zł i 5zł. Stoi tam ojciec z córką i przyglądają się tej maszynie, wrzucają 2zł, ale maszyna się nie uruchamia, jest włączona, wszystko na pozór wygląda okej. Ojciec wrzuca kolejne 2zł, ale ta dalej nie działa, wali w nią kilka razy pięścią, córka zaczyna płakać, ojciec podchodzi do obsługi z knajpy i pyta się czy to ich automaty, kelnerka odpowiada, że nie, on coś tam mówi, że zabierają pieniądze i nie można grać, więc prosi by nakleić na to jakąś kartkę, że automat jest popsuty bo to oszustwo. Poszli dalej. Minęło kilka minut, przychodzi do mnie ta sama kelnerka, (na pierwszy rzut oka u mnie 8/10, miła ale bez podlizywania się, uśmiechnięta, kulturalna) zamawiam u niej kawę, poszła ustawić express. I widzę, że idzie zadowolona w stronę automatu, ale bez żadnej kartki ani nic, ma tylko w ręku łyżeczkę do latte. Podchodzi do maszyn, klęka i zaczyna przepychać wlot monet tą łyżeczką, wypada z niej kilkanaście dwuzłotówek i jakieś śmieci które były w środku i blokowały te monety. Patrzę na nią przez odbicie w szybie, ona rozgląda się na boki czy nikt nie patrzy i zaczyna w te otwory na monety zaschnięte liście wkładać i upycha je do środka. Wkłada pieniądze do kieszeni, jakby niby nic i wraca do pracy obsługiwać ludzi. Wypiłem kawę, siedzę zażenowany, podchodzi do mnie ta sama kelnerka i pyta się czy coś jeszcze, mówię, żę rachunek proszę. Ona po chwili drukuje mi paragon, wraca z rachunkiem - 6zł. Daję całe 50zł. Ona do mnie :
- Może w kieszeni pani coś znajdzie?
źródło: comment_yQ2pnXDNoyUwnht9GTBwDxDStbMmeMMd.jpg
Pobierz






























źródło: comment_5p28rxR6vijHPazZHT7nI32pQuuiKqex.jpg
PobierzZ EBONITU