Motorynki nie miałem, ale około 96 roku (jak miałem 13 lat) Ojciec kupił mi Stelle (NÓWKĘ!). Ale to była maszyna. Nie było, że tam nie pojedzie. Błoto, piach itp - nie groźne mi (ewentualnie nogami się będę odpychać).
Po zamontowaniu silnika od Simsona S51 lub "Schwalbe" motorynką da się w miarę normalnie jeździć. Miałem komarka (za łebka) z silnikiem Predom-Dezamet (ten kwadratowy). Muszę powiedzieć że to najgorszy silnik w motorowerze jakim jeździłem.
@szafran111: Bardzo szkoda, że nasi inżynierowie nie przyłożyli się do zrobienia bardziej niezawodnego/mocniejszego silnika.. Można wypominać im wiele drobnych błędów konstrukcyjnych. Np. w silniku 023, o którym mówisz, umieszczono kondensator w obudowie silnika, gdzie nagrzewał się tracił pojemność i przy dłuższej jeździe pojazd nie chciał jechać (jak również szybciej ta część się zużywała).. Automat zmiany biegów - mimo, że były tylko dwa to i tak działał topornie. Gaźnik - mordęga.
@KokiX: Do tego wiecznie ścinające się kliny na magnecie i tryby z gównolitu. W jawkach można było zmieniać biegi bez sprzęgła i nigdy, NIGDY! nie słyszałem żeby komuś się skrzynia posypała. A w 023 i innych polskich wynalazkach od razu remont skrzyni. Jawowskie 223 było robione od lat 50-tych a więc 20 lat wcześniej od kwadraciaka. Przyłożyli się jedynie do 027, to był silnik od charta, szkoda że tak późno
pamietam jak dzis, mialem 6 latek, Ojciec sprowadzil w tamtych czasach z Niemiec dla syna swojego kumpla... chcialem sie nia bardzo przejechac... ta blyszczaca czerwona farba... kolorowy napis romet, dzwiek... i zapach spalin mmm! nie dali mi :( i tu sie historia konczy!
Dzięki mądremu tacie i motorynce miałem w wieku 18 lat 60% zniżek w OC za bezszkodową jazdę.
Tato przepisał na mnie papiery i przez 6 lat opłacał ubezpieczenie OC komunikacyjne (śmiesznie tanie). Jakiś czas na niej jeździłem (stała w stodole odkąd pamiętam)
Później motorynka poszła do innych ludzi, ja nawet zapomniałem o niej, a tata dalej płacił, zniżki narosły same. Inwestycja zwróciła się ze sporą nawiązką przy pierwszym ubezpieczeniu samochodu.
@McRancor: Ja zbierałem na zniżki podobnie ;) Pierwsze auto w życiu miałem wspólnie zarejestrowane z Tatą i ubezpieczenie na Tatę i tak się uzbierały zniżki... ale było to baaardzo dawno temu :)
Kolega kiedyś chciał mi taką sprzedać bez papierów za 70zl. Niestety w tamtych czasach to dla 10 latka był majątek. Rodzice po komuni hajs zabrali więc nici z marzeń.
Coolstory: Jadąc z kumplem w lesie najechalismy na korzeń. Ja podskoczylem i zlecialem z motorynki zahaczając spodniami o tłumik. Wtedy poznalem zapach spalonej skóry i smak ziemi z lasu :)
Komentarze (130)
najlepsze
źródło: comment_2OQsaySL0jATZ81hNwRQKYY2e0WBgQRh.jpg
Pobierzźródło: comment_K0QU1D9TVRHCMxKbivGp4BMHmZwqrEw0.jpg
Pobierzźródło: comment_2S6yIYaggiKiDtYEej4pYH9LUMiUMeF2.jpg
Pobierzźródło: comment_sQ5sJFK7iAwwHrghrzUB3UvRSnV8ASc1.jpg
Pobierzźródło: comment_Zr8Sh83jJloM7g04sSeUMo3cXQV2wziM.jpg
PobierzTato przepisał na mnie papiery i przez 6 lat opłacał ubezpieczenie OC komunikacyjne (śmiesznie tanie). Jakiś czas na niej jeździłem (stała w stodole odkąd pamiętam)
Później motorynka poszła do innych ludzi, ja nawet zapomniałem o niej, a tata dalej płacił, zniżki narosły same. Inwestycja zwróciła się ze sporą nawiązką przy pierwszym ubezpieczeniu samochodu.
Coolstory:
Jadąc z kumplem w lesie najechalismy na korzeń. Ja podskoczylem i zlecialem z motorynki zahaczając spodniami o tłumik. Wtedy poznalem zapach spalonej skóry i smak ziemi z lasu :)